Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Wielki Kanion Kolorado

Wielki Kanion Kolorado

źródło zdjęcia: Lucyna Woch

Pod koniec lipca 2009 roku wybrałam się na miesiąc do Stanów Zjednoczonych. Za sprawą moich córek Agnieszki i Aleksandry, które postanowiły na okrągłą rocznicę moich urodzin zrobić mi podróżniczy prezent. Zgodziłam się przez ciekawość, chciałam poczuć jak świat wyobrażony pomiesza się z tym, który zobaczę i jak moje oczekiwania wpłyną na jego odbiór.

Moim przewodnikiem była Agnieszka, która od roku przebywa w Kalifornii, w county Orange. Dokładnie zaplanowała mój pobyt, abym mogła zobaczyć największe atrakcje turystyczne nie tylko w samej Kalifornii, ale także w Nevadzie i Arizonie. Plan Agnieszki zrealizowałyśmy z nawiązką, dzięki Jej mistrzowskiej umiejętności prowadzenia samochodu w każdych warunkach oraz dobrej kondycji fizycznej.
Do Polski zabieram stąd wiele przeżyć i wspomnień, trochę filmów i zdjęć, a także drobnych prezentów, szczególnie dla męża, który podjął się opieki nad moim ukochanym psem Crosem.

Wspomnienie z podróży rozpocznę od najbardziej fascynującej wyprawy przez pustynię do Wielkiego Kanionu rzeki Kolorado, obecnie w Parku Grand Canyon, który znajduje się w Arizonie, na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych.

Mój wyobrażony świat o Dzikim Zachodzie ukształtowały westerny z dzieciństwa takie jak „Dyliżansem przez prerię” z Johnem Waynem w roli twardego i niezłomnego kowboja, czy filmy o dzielnym Apaczu Winnetou albo westernowy serial telewizyjny „Bonanza”, opowiadający o życiu farmera z Nevady Bena Cartwrighta i jego trzech synów. Bardzo byłam ciekawa czekających mnie przeżyć. A Agnieszka? Razem z Olą były tutaj kilka lat temu. Cieszyło ją, że może podzielić się ze mną otaczającą nas rzeczywistością i powtarzała „mamo nie wierzę, że tu ze mną jesteś”.

Do Wielkiego Kanionu wyruszyłyśmy samochodem wcześnie rano, trochę niewyspane, bo w Las Vegas w nocy się nie śpi. Zabrałyśmy ze sobą odpowiedni zapas wody. Czekało nas kilka godzin jazdy. Postanowiłyśmy spędzić trochę czasu na Zaporze Hoovera. Tama Hoovera to zapora wodna, położona na rzece Kolorado, na granicy stanów Arizona i Nevada. Przed zaporą zrobił się korek. Strażnicy sprawdzali samochody, czy wolne są od niebezpiecznych bagaży np. materiałów wybuchowych. Nas przepuścili z uśmiechem, bez sprawdzania bagażnika.

I już tutaj pierwsze niesamowite wrażenia. Wielki podziw dla potęgi umysłu ludzkiego w okiełzaniu ogromnych skał i ujarzmianiu rzeki Kolorado. Atrakcja także dla Agnieszki, bo trwała budowa Mostu Kolorado, którego nie było kilka lat wcześniej. Po godzinie opuściłyśmy tamę, kierując się drogą na Boulder City.

I tak znalazłyśmy się w stanie Arizona. W miarę pokonywania kolejnych mil zaczęła dominować roślinność pustynna z kaktusami wielkości drzew. Cały czas przybliżały się do nas ściany Wielkiego Kanionu. Fascynujące i nieznane mi obrazy.

W Arizonie znajdują się rezerwaty indiańskie. Pierwotną nadal obecną ludność tego obszaru stanowią m.in. Indianie z plemion Hopi na północy i Apaczów na południu. Obecnie najliczniejsi Indianie Arizony to Nawahowie. Na stokach Grand Kanion, bardzo daleko od drogi, widziałyśmy chyba wioski indiańskie. To miejsca niedostępne dla turystów, nie tylko z powodu braku drogi, trudności w pokonaniu kolczastej i niebezpiecznej pustyni oraz wysokiej temperatury. Indianom należy się spokój i szacunek. „Pierwsi Amerykanie” najlepiej czują i miłują swą niedostępną i niebezpieczną Ziemię. Uświadamiam sobie, że to piękno i cuda natury nie nasze. Są miejsca na ziemi, których nie wolno cywilizować.

Tymczasem zbliżało się południe. Termometr w samochodzie wskazywał 110 stopni Fahrenheita, czyli 43,3 Celsjusza. Nauczyłam się szybko przeliczać stopnie z jednej skali na drugą. Klimat suchy podzwrotnikowy i zwrotnikowy. Średnia temperatura powietrza latem przekracza 35°C, maksymalnie dochodzi do 55°C. Żywego ducha na drodze. Co jakiś czas mijamy białe krzyżyki na pustyni. Ktoś tu został na zawsze? Czuję się trochę nieswojo. Dobrze, że mamy zapas paliwa i wody do picia.

Wcześniej ustaliłyśmy, że nie będziemy nocować w Wielkim Kanionie i nie będziemy schodzić pieszo na jego dno. Jeden dzień to za mało na taką eskapadę. Przede wszystkim ze względu na nieznośny upał i obawę przed udarem cieplnym. Początek sierpnia to czas ekstremalnych temperatur w głębi Kanionu i na pustyni, gdzie temperatura w cieniu osiąga 48 stopni C. Tu jest naprawdę niebezpiecznie. O tej porze roku trudno spotkać na drogach Parku Grand Canyon turystów poruszających się swoimi samochodami. Raczej mijałyśmy autokary, wiozące zorganizowane grupy z Las Vegas.

Po kilku godzinach dotarłyśmy do celu, głównego punktu widokowego. Oto Wielki Kanion, największy przełom rzeki na świecie.
Fascynujące wrażenia! Zaskoczył mnie wielkością, przestrzenią i niedostępnością. Wprawił w zachwyt połączony z niepokojem. Jakże mały tutaj czuje się Człowiek, nawet z „pięknym umysłem”. To była za duża dawka wrażeń na jeden raz. Nie ogarniałam różnobarwności i odcieni wielu warstw skalnych, poukładanych w historii geologicznej Ziemi. Zatraciłam poczucie odległości i przestrzeni. Miałam wrażenie, że brakuje mi zmysłów do ogarnięcia tego co zobaczyłam. Czułam respekt i pokorę przed monumentalnością natury.

A gdzie sprawczyni tego cudu Ziemi? To niesłychane, aby rzeka szukając dla siebie ujścia potrafiła tak rzeźbić skały i przez miliony lat kształtować krajobraz. Koniecznie chciałyśmy podjechać blisko do rzeki Kolorado. W drodze powrotnej skręciłyśmy na zachód. Po kilku godzinach, pilnując mapy, serpentynami z ostrzeżeniami o spadających kamieniach dotarłyśmy do miejsca, gdzie rzeka rozlewa się. Tu chwila oddechu dla Agnieszki od kierownicy i radości, że rzeka tak blisko.

W towarzystwie zachodzącego słońca z prawej strony, a wschodzącego w pełni księżyca z lewej, wracałyśmy przez pustynię do Las Vegas. Tej nocy poszłyśmy spać, pomimo kuszących świateł i blasków reklam nocnego miasta.

Na zakończenie tego odcinka pragnę podkreślić, że żadne fotografie i filmy nie są w stanie oddać piękna i bezmiaru przestrzeni Wielkiego Kanionu, ani żadne słowa nie przekażą odczuć zachwytu i pokory, a także wymiaru grozy w trakcie obcowania z tym miejscem.

Lucyna Woch

Tagi:

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

7 komentarzy do artykułu “Wielki Kanion Kolorado”

  1. Administrator

    Pani Lucyno, witam w gronie zagranicznych korespondentów portalu sycowice.net 🙂
    Zapraszam do zamieszczania kolejnych artykułów.

  2. Grzegorz Rychwalski

    Gratuluję Pani Lucyno tak udanego reportażu z podróży do USA.Zarówno Pani jak i Pani mąż Cezary utwierdzacie mnie w przekonaniu ,że świat w dobie dzisiejszej jest globalną wioską.Bo jak inaczej określić takie zdarzenia, kiedy Pani pisze ten artykuł w Ameryce Północnej,mąż swoje reportaże poświęca podróży do Afryki,a komentaże do strony sycowice.net pisze(były) mieszkaniec Szklarki Radnickiej z Szanghaju (Azja).Wszystko to kierowane jest na cały świat,ale głównie do małej wioski w Polsce (Europa)- Sycowic i jej mieszkańców.Niesamowite.Proszę o ciąg dalszy. Z wyrazami szacunku dla Państwa lekkiego pióra Grzegorz Rychwalski

  3. Hania K.

    Taką samą podróż odbyłam dwa lata temu dzięki moim synom. Muszę powiedzieć, że na mnie większe wrażenie zrobił sam dojazd do Wielkiego Kanionu. Mianowicie wielkie „pęknięcia” ziemi.

  4. Hania K.

    Jeszcze jedno. Czy zwróciła pani uwagę, że na pustyni, w „Dolinie Śmierci” są toalety i kosze na śmieci?

  5. Administrator

    Wielki Kanion Kolorado

  6. Administrator

    Wielki Kanion Kolorado

  7. Administrator

    Wielkie konstrukcje: Zapora Hoovera:

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.