Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Wspomnienia o ojczyźnie – część 2

Wieś przed wojną

źródło zdjęcia: sxc.hu

TRUD BIEDNYCH LUDZI
Na Białorusi podczas okupacji Carskiej Rosji we wsiach było bardzo mało szkół. Przez to z opowiadań rodziców wynikało, że analfabetów było około 70%. Ludzie za tamtych rządów czuli się całkowicie wolni. Nikt im w niczym nie przeszkadzał. Każdy mógł się uczciwie dorobić. Ze strony władz nie było żadnych problemów. Kto był bogatszy i zaradniejszy ten tworzył warunki na edukację swoim dzieciom. Natomiast władza senatorska Polski zadbała jedynie, by prawie w każdej wsi była czteroklasowa szkoła. Siedmioklasowe szkoły były w odległych dużych wsiach. Z każdej mniejszej wsi tylko kilku miało ukończoną taką szkołę. Przed II Wojną Światową na wsiach było ponad 50% analfabetów, ludzi w wieku od lat 30 wzwyż.
Prawie w każdej wsi było po 50% wyznawców wiary katolickiej i prawosławnej. Młodzi mieszanej wiary bez problemów mogli się żenić. Za ustaloną zgodą jeden z nowożeńców musiał zmienić wyznanie wiary. O rozwodach małżeństw nigdzie nie było słychać. W ciężkiej pracy jak w kieracie nie było czasu myśleć o takich wybrykach. A po zatem ludzie byli bardzo bogobojni. Nikt nie mógł odważyć się zbezcześcić Sakramenty Święte i Przykazania Boże. Co im los przeznaczył musieli w tym trwać do końca. Żeniąc się obojga wiedzieli, że ich czeka ciężka praca i borykanie się na co dzień z kłopotami. Rodzice jak tylko mogli pomagali nowożeńcom. W swojej wspólnej harówce musieli wszyscy radzić.

O zadbanie niezbędnej higieny i dla innych potrzeb kilka rodzin budowało łaźnie zbiorowe. Służyły one dla kąpieli, zwalczania insektów, suszenia lnu, a nie raz i do większego prania. Bez przemysłu ludzie sami musieli zaradzić. Własnymi sposobami produkowali odzież. Siali len i konopie. Ręcznie pielili. Ręcznie wyrywali. Wiązali w pęczki i suszyli w polu na słońcu. Kiedy nasiona odpowiednio dojrzały len zwożono do stodół. Tam każdy snopek był osobno młócony specjalnym, drewnianym narzędziem. Tą czynność wykonywali mężczyźni i kobiety. Część nasion jako siemię parzone służyło za lek dla schorzeń żołądkowych. Wymłócony len suszono w łaźniach. Na drewnianych międlicach wyprodukowanych przez gospodarzy kobiety w przedsionku łaźni ten surowiec międliły, by włókno oddzielić od paździerzy. Podczas tej czynności wydzielały się masy kurzu. Nie było żadnej wentylacji. Biedne kobiety ten kurz wdychały. Przez otwarte drzwi przedsionka kurz wydobywał się jak dym z komina. Po zakończeniu czynności międlenia, by w domu nie przestraszyć mężów grzali beczkę wody, by się nie co obmyć. W domu na wyprodukowanych, drucianych szczotkach włókno czesały. Gotowe włókno zwijały w kądziel i przędły na kołowrotkach. Prządka wykonywała niezwykle mozolną pracę. Podczas przędzenia wyskubywała z kądzieli włókno, by go formować w nić. Formowana nić bez przerwy wirowała. Co rusz trzeba było ślinić palce, by dobrze ją uformować. Na palcach wirowana nić rzeźbiła rowki aż do krwi. Ta sama czynność odbywała się z uzyskanej, owczej wełny przeznaczonej na produkcję sukna. Ileż kilometry nici prządka przez całą zimę harówki musiała wyprodukować, by starczyło na odzież dla całej rodziny? Część nici farbowały na różne kolory przeznaczone na wzorzyste tkaniny.

Na wsiach byli nierejestrowani rzemieślnicy, jak: kowale, krawcy, kołodzieje, bednarze, szewcy, rymarze i inni, którzy produkowali różny, potrzebny sprzęt dla gospodarstw na wsi. Produkowano nawet krosna, które każda gospodyni musiała mieć w domu. Spec mężczyzna uczył kobiety jak tkać dywany, makaty, i chodniki w różne wzory. Z niefarbowanych nici tkały płótno. Nie raz tę czynność wykonywali mężczyźni. Utkane płótno na bieliznę i na pościel rozściełano na kilkanaście dni na łąkach w celu wybielenia. Po wysuszeniu w celu zmiękczenia, wałkowano go drewnianym, zębatym sprzętem. Po tych czynnościach płótno było miękkie i gotowe do szycia. Bieliznę i pościel każda kobieta szyła ręcznie. W tej biedzie najbardziej były pokrzywdzone dzieci. Do wieku szkolnego ich jedynym ubiorem były długie, lniane koszule. Kobiety w cebrach i balach pranie wykonywały w domu. Nie raz większą ilość bielizny prały w łaźniach po nagrzaniu beczki z wodą. Gdy zachodziła potrzeba mełły także zboże na żarnach. Razem z mężami wyjeżdżały do lasu na urobek drzewa. Pomagały im w domu ręcznie piłować drzewo na koziołkach przeznaczone na opał. Często z mężczyznami młóciły zboże cepami. Czynność ta musiała być wykonywana w takt, w zależności od ilości młocarzy. W większej części od mężczyzn miały obowiązek w chowu zwierząt domowych i w wychowywaniu nie raz pokaźnej gromadki dzieci. Wyprawiały ich do szkoły. Pomagały odrabiać im lekcje, które miały ukończoną Szkołę Podstawową.

Prócz ogromu prac w domu, kobiety bardzo ciężko pracowały na polu. Zbierały kamienie, jakie tylko mogły udźwignąć. Układały je w wysokie sterty po za uprawianym polem. Roztrząsały widłami a nawet i gołymi rękami wywieziony obornik. Sadziły ziemniaki za pługiem. Suszyły, grabiły i pomagały zwozić siano do stodoły. Pieliły, rwały len i wiązały go w snopki. Najcięższą i najradośniejszą pracą dla kobiet było żęcie sierpem zbóż. Zwyczajem było, że żniwiarki tą czynność wykonywały grupowo. Takie grupy składały się od trzech do pięciu kobiet, Dla każdej po kolei odrabiano. Przy pierwszym odpoczynku ciężkiej pracy, jakże dla nich smakowały świeże i solone ogórki. Mocno skwaśniałe mleko doprawione świeżym. Własny, świeży, wypieczony chleb. Posiłek zapijały i gasiły pragnienie kompotem z owoców, jakże często niesłodzonym, albo czystą, nagrzaną przez słońce wodą. Po posiłku musiały się wyśpiewać. Śpiew rozlegał się po wszystkich polach. W tym czasie ich mężowie kosili drugi pokos traw. Odkładali kosy. Krzesiwem przypalali skręty z tytoniu. Z zachwytem słuchali pięknego śpiewu swoich ukochanych kobiet. Każda żona bardzo kochała swego męża. W grupowym śpiewie chciała się dla niego wykazać swoimi zdolnościami i pięknym głosem. Przeważnie wieczorami po zakończeniu żniw i ustawieniu ostatniego snopka, po dożynkowym posiłku śpiew na polach rozlegał się do późnej nocy. Po dożynkach u siebie, kobiety starały się jak mogły, by jeszcze wygospodarować czas. Za marne grosiki w majątku dokańczały dożynki. Rozweselały swoim śpiewem także swojego Pana, by nieco hojniej potraktował żniwiarki za ich ciężki trud. Jakże bardzo cieszyły się z zarobionych parę złotych w czasie sezonu.

Nie lekką także pracą dla kobiet były wykopki. Wyorane pługiem rajki ziemniaków rękami gołymi bez żadnej motyki rozgrzebywały ziemię. Przez ich troskliwość ani jeden ziemniak nie pozostawał na polu. Pomagały również mężom ładować worki z ziemniakami na wóz. Wielce troszczyły się razem z mężami o swoje, ciężko wypracowane plony.

Po przyjacielskich grupowych pracach i przy ich zakończeniu jak: dożynki, omłoty, międlenie lnu, dzierzgania pierza, wykopki nigdy na wsiach nie pito alkoholu. Tych, biednych, zapracowanych kobiet a także i mężczyzn rozczulała tylko piosenka. Alkohol pojawiał się tylko na weselach. Jeden kieliszek krążył po wszystkich stołach rozśpiewanych weselników.

Kobiety na wsiach w gospodarstwach na okrągło musiały pracować od świtu do nocy.

Nawet ciężarne pełniły ten obowiązek aż do ostatniej chwili rozwiązania. Starały się rodzić dzieci w domu. Nie raz także porody zdarzały się na polach. Położną zastępowała wiejska znachorka. Doświadczenia i praktyka znachorek spełniały bardzo ważną rolę wśród wiejskiej biedoty.

Los mężczyzn na wsi był jeszcze okrutniejszy. Pracowali po nad siły. Dźwigali ciężary po nad siły. Często od takiego przesilenia nabywali przepukliny. Więcej od kobiet musieli myśleć po nocach, by w rodzinach wszystko jakoś po układać i zabezpieczyć przed głodem nie rzadko pokaźną gromadkę dzieci. Musieli jeszcze także wykombinować czas by jeszcze w majątku coś u pana dorobić. Przez to prędzej umierali. Mało którzy przekraczali siedemdziesiątkę.

Pola w ciężkim znoju uprawiali końmi. Żadnych maszyn nie było. Pług i brona były podstawowym narzędziem. Siewu dokonywano ręką rozrzucając ziarno w glebę. Młócili cepami. Krótko przed wojną pokazywały się młocarnie ręczne z korbami po obu stronach. Kręciło nimi od dwóch do czterech mężczyzn. Plewy od ziarna oddzielano za pomocą drewnianej szufelki. Wymłócone ziarno rzucano szufelką półkolistym zamachem na znaczną odległość na klepisko w stodole. Ziarno cięższe leciało dalej. Plewy lżejsze opadały bliżej. Mąkę na chleb produkowano na żarnach. Była to żmudna i wyczerpująca siły praca. Bogatsi część zboża zwłaszcza pszenicę wozili na przemiał do wiatraków.
Za pomocą wiejskiego majstra każdy gospodarz budował sobie chatę i budynki gospodarcze na jakie mu było stać. Z włókna konopi ręcznie pletli różne sznury i powrozy na różne potrzeby. Skóry zwierząt wyprawiali własnym sposobem. Podstawowym składnikiem do rozczynu garbowania skór był boraks i kora świerkowa. Strugali z drewna kopyta o różnych rozmiarach, by na nich z wyprawionej skóry uszyć buty dla całej rodziny. Skóra nie była zbyt wyprawiona z braku odpowiednich składników do garbowania. Obuwie sztywniało. By było miększe, smarowano go dziegciem. Często sztywne obuwie powodowały dokuczliwe odciski i otarcia na nogach. Często ubogim rodzinom nie stać było nawet na takie buty. W takich rodzinach obuwie ze skóry zastępowały łapcie plecione z łyka lipowego lub z łyka łozy. Skarpet nie było. Zastępowano ich onucami. Do łapci onuce były wysoko zawijane. By nie opadały, owijano je sznurkiem. Latem prawie wszyscy dorośli i dzieci chodziły na boso. Zrogowaciała skóra na stopach zastępowała buty. Mężczyźni i dorastające chłopaki z żytniej słomy wyplatały różne naczynia domowe w kształcie beczek i dużych mis na różne potrzeby gospodarcze. Z łozy, wikliny i z korzeni drzew wyplatali różne koszyczki, kobiałki i kosze. Nie lada zadaniem było zabezpieczyć się w opał na zimę. Na moczarach siekierami wyrąbywali różne krzewy. Chrust wiązali w pęki o ciężarze jaki tylko mogli udźwignąć. Pęki do domów nosili na plecach nie raz na dłuższą odległość. W zimie, kiedy moczary były zamarznięte, chrust wozili końmi w saniach. Lepszego drzewa z lasu, też trzeba było dokupić.

Na nieużytkach gęsto sama zasiewała się olcha. Pielęgnowano ją. Z szybko rosnących, pięknych, smukłych, olszowych gajów także pozyskiwano cenny materiał do produkcji narzędzi gospodarczych i na opał.

Dochodem gospodarzy było, zaoszczędzone i przechowane zboże. Sprzedawano je na przednówku kiedy było najdroższe. Skupem zboża zajmowali się przeważnie Żydzi. Bardzo wyzyskiwali biedny naród. W mieście powiatowym w Postawach czasami zboże było droższe.
Dalszy kuzyn mojego ojca Mikołaj Bałoszko, był tęgim i bardzo pracowitym chłopem.

Chciał więc zarobić kilkadziesiąt groszy. Pewnego razu załadował wóz ze zbożem i udał się z nim do Postaw odległych o 30 km. Zaproponowano mu tam także taką samą jak miejscową cenę. Rozżalony musiał się pozbyć uciążliwego ładunku. Wracając więc z pustym wozem po drodze pomstował. Kiedy mijał wypoczynkowe miasteczko Kupa, nadarzyła mu się okazja wyładować swój żal. Tuż nad brzegiem jeziora Narocz w brzozowym gaju samotnie odpoczywała para kuracjuszy. W rozwieszonym hamaku między brzozami bujał się pół nagi tłuścioszek. Kobieta obok niego, także w tym stroju opalała się leżąc na kocu. Utrudzony chłop ciężką pracą i doznaną krzywdą, nie powstrzymał swego gniewu. Widząc zazdrosną scenę zatrzymał konia. Podszedł do tłuścioszka i zaczął go z całej siły okładać batem. Przerażony kuracjusz widząc przed sobą dryblasa wyskoczył z hamaka i popędził ratować się prosto do jeziora. Kobieta także, widząc nie przelewki, poderwała się z koca i ruszyła także do jeziora za swoim chłopem. Mikołaj poczuł się zwycięzcą i wrócił do wozu. Zdzielił konia batem. Po drodze do domu cieszył się ze swojej satysfakcji.

W swoim towarzystwie był wyjątkowo dobrym mówcą. Kiedy opowiadał swoje, życiowe przygody, rozśmieszał wszystkich do łez. Mikołaja podczas wojny zabrano do Armii Czerwonej. Z jego ostatniego, rozpaczliwego listu pożegnalnego z frontu do rodziny wynikało, że zginął przy zdobywaniu umocnień OWB. Prawdopodobnie spoczywa na cmentarzu wojennym Armii Czerwonej w Międzyrzeczu. Bez niego w wielkiej biedzie pozostały: matka, żona i czwórka osieroconych dzieci.

Przedwojenny i podczas wojny trud biednych ludzi i ich dramaty nie da się szczegółowo opisać. Teraz z podziwem wspominam swoich przodków jak z wielką uciechą śpiewali. Jak się cieszyli życiem i z tego co mieli. A przecież Oni prócz utrudzonego życia nic nie mieli. Szkoda, że polska literatura omijała przedwojenną biedę i trud ubogich, zapracowanych ludzi. Pozostała po Nich tylko legenda, o której nie znają i nie interesują się młode pokolenia. A to dlatego, że nie było pisarzy w spół czuwających biedocie. Ubóstwo od dawnych czasów, a także i z przedwojennej Polski na Białorusi sprawiło, że tylko nie liczni moi Rodacy wpisali się do historii. Myślę, że od szturchańców zamożniejszych państw Białoruś weźmie się w garść. Ludność Białorusi jest ambitna i niezwykle życzliwa, zasługuje więc na godne życie i na godnych sąsiadów.

Sergiusz Jackowski

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

4 komentarze do artykułu “Wspomnienia o ojczyźnie – część 2”

  1. Anna

    w tym roku pochowałam dziadka. i chyba ja jedna trwam w tym, że ludzie odchodzą i trzeba ich lepiej poznać, nawet jesli to rodzina, zanim odejdą. babcia jeszcze żyje. byłam dzis u niej. poprosiłam, żeby opowiedziała mi jak kiedyś sie żyło, przed woją, po wojnie. bo jak nie Ona to skąd będę to wiedzieć? postanowiłam spisać wszystko co mówi. zeby nie zapomnieć. pamięć bywa ulotna.
    jestem z Polski. ale to bez znaczenia. wszędzie było tak samo ciążko.
    dziękuję za ten artykuł. żal mi, że nie moge sie nigdzie doszukac podobnych o Polsce.
    Pozdrawiam
    Anna W.

  2. Cezary Woch

    Anno, przeczytaj na sycowice.net wspomnienia Pana Edwarda Gąsiewskiego, Michaliny Puszkarskiej, Józefy Gimon, Anny Meckaniak, Franciszka Kryniewieckiego.

  3. diangeli

    Dziekuje za piekny artykul o przedwojennej polskiej wsi.W ubieglym roku zostala wydana w Polsce moja ksiazka p.t „Zniwo Gniewu”, ktora opowiada o zyciu mojej mamy i cioci na Kresach. Ten artykul jest nieskychanie pomocny dla nastepnej mojej ksiazki.Jeszcze raz dziekuje i prosze o wiecej!

  4. Cezary

    Przeczytaj na sycowice.net wspomnienia Pana Edwarda Gąsiewskiego, Józefy Gimon i Michaliny Puszkarskiej.Pozdrawiam

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.