Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Sergiusz Jackowski o sobie…

Sergiusz Jackowski

źródło zdjęcia: Sergiusz Jackowski

Od wczesnego dzieciństwa byłem bardzo uczuciowym chłopakiem. Od najmniejszej doznanej krzywdy bardzo płakałem. Z tego powodu rodzice bardzo przeżywali. Kiedy rozpoczęła się wojna mając ponad 10 lat moje uczucia za doznawane krzywdy w rodzinie wzmagały się. Kiedy płakała mama płakałem razem z nią. Z uwagi na moją wrażliwość ukrywała przede mną swoje cierpienia. Od wczesnej młodości byłem bardzo czuły na ludzkie krzywdy. Podczas II Wojny Św. byłem świadkiem wielu dramatów i ludzkich tragedii, nawet w bliskich, moich rodzinach. Przez to moje uczucia jeszcze bardziej potęgowały się. Ludzkie cierpienia znajomych i krewnych utrwaliły się w mojej pamięci. Kiedy po wojnie trafiłem w okolice umocnień przez lata bardzo nimi interesowałem się. Na starsze lata będąc na rencie postanowiłem przypominać i dalej tropić ślady wojennych dziejów przez które tak bardzo cierpieli niewinni ludzie. Opisywałem je na pamiątkę dla przyszłych pokoleń jakie skutki, cierpienia i zniszczenia niesie za sobą wojna. Pisałem z nadzieją, że kiedyś moje autorstwo trafi do Czytelników. Po połowie lat dziewięćdziesiątych byłem na dobre zaangażowany w pisaniu wspomnień. Podczas ich pisania nie miałem ani komputera, ani internetu. Wiele mi w tym pomagała zaangażowana, kilkunastoletnia praktyka filatelisty do której zachęcił mnie filatelista niemiecki Herman Ziebert z Moers. Korespondowałem z nim 15 lat. Jego żona ze swoją siostrą dwa razy mnie odwiedzały podczas odwiedzin swojej, rodzinnej wsi. Pisząc wspomnienia wiele skorzystałem z ich opowiadań o przedwojennym i podczas wojny Międzylesiu. Pracując 27 lat prywatnie na rozległym terenie kilku powiatów z zainteresowaniem uzyskiwałem od swoich klientów wiele ciekawych wydarzeń z minionej wojny. Kiedy już miałem prowizoryczny komplet wspomnień, by je nieco udoskonalić i bardziej udokumentować dokonywałem korekt przez kilka lat. By uzyskać jak najwięcej niezbędnych dokumentów, zwróciłem się do sekretarza Gminy Skąpe pani Mirosławy Chruścickiej zamieszkałej w Borowie o wydanie mi zezwolenia na wgląd archiwalnych dokumentów.

Spenetrowałem archiwum w Wilkowie. Wszelkie dokumenty udostępniał mnie bardzo życzliwy kierownik mój Krajan z powiatu Postawy (obecna Białoruś).

Kilka razy odwiedziłem prywatne archiwum pana Roberta Jurgi i Anny Kędryny w Boryszynie. Pan Jurga także nie szczędził mi swojej życzliwości. Uzyskałem od niego wiele dokumentów.

Odwiedziłem także kilka razy Muzeum Regionalne w Świebodzinie. Pan dyrektor Marek Nawacki poświęcał dla mnie wiele swojego, cennego czasu. Cieszył się, że tylko ja na terenie powiatu jestem najbardziej zaangażowany w pisaniu wspomnień. Zachęcał mnie, bym z tego nie rezygnował, gdyż chciał, by w Jego muzeum znalazła się moja książka.

Prócz tego jeszcze raz musiałem spenetrować z aparatem fotograficznym cały, południowy odcinek umocnień MRU. Odwiedziłem także Cmentarz Wojenny Armii Czerwonej w Międzyrzeczu. Odwiedziłem kilka wsi, by ze swoimi , życzliwymi znajomymi przeprowadzić wywiady o ciekawych wydarzeniach przedwojennych, wojennych i powojennych w najbliższych okolicach.

Skorzystałem także z opowiadań pozostałych , przedwojennych mieszkańców tych terenów w czasie odwiedzania swoich Haimatów, a także podczas moich odwiedzin bardzo życzliwego, przedwojennego właściciela mojego domu Gerharda Pietscha.

Moje wspomnienia w internecie istnieją od 2004r. Pierwsza zainteresowała się nimi Gmina Skąpe i umieściła je także na swojej stronie internetowej.

Przed kilkunastu laty zapoznałem się ze Zbigniewem Wochem z Ciborza. Odwiedziłem go w czasie pisania jako historyka pracy magisterskiej. Połączyło nas zainteresowanie o wydarzeniach historycznych w Tiborlager i najbliższych okolic. Kiedy został wybrany na wójta był nadal zainteresowany moimi wspomnieniami. Zabiegany w trosce o mieszkańców swojej gminy pamiętał także o mnie. Odwiedził mnie kilka razy. Zauważyłem, że cieszy się znajomym autorem w swojej gminie, który chce coś wartościowego napisać dla społeczeństwa. On był najważniejszym inicjatorem, który wspomagał moją , wieloletnią twórczość, by ona była wydana i dostępna dla teraźniejszych i przyszłych pokoleń.

Następnym zainteresowanym moimi wspomnieniami, który wytropił mnie w internecie okazał się życzliwym przyjacielem pan mgr Cezary Woch sołtys Sycowic, któremu los rozsiał rodzinę na trzech kontynentach. Prawie samotnie żyjąc zadbał o swoją wieś i prowadzi hodowlę danieli węgierskich. Poprosił mnie o zgodę publikacji mojego autorstwa na stronie internetowej Sycowic. Okazało się, że to jest prawdziwy przyjaciel, który zawsze o mnie pamięta. Na forum internetowym nie szczędził dla mnie swoich, pięknych gratulacji i komentarzy. Ja także na tej stronie internetowej napisałem wiele komentarzy do różnych artykułów.

Wkrótce potem wytropiła mnie w tłumie internetu pani redaktor Paulina Szatarska z portalu „Ziemia Lubuska” i poprosiła o zgodę na publikację. Bardzo wysoko oceniła moje wspomnienia. Gratulowała mi za piękne komentarze od Internautów.

Moimi wspomnieniami zainteresowała się następna kobieta pani Agata Stychańska, redaktor tygodnika „Dzień za dniem”. Odwiedziła mnie razem z ojcem, który także chciał posłuchać opowieści autora. Przeprowadziła wywiad. Napisała obszerny artykuł w lokalnej gazecie o autorze, którego pisarskie zdolności interesują Internautów. Spodziewając się wydania mojej książki zachęcała czytelników, że ją warto kupić.

Tymi wspomnieniami z internetu zainteresowali się dwaj przyjaciele o niezwykłej inteligencji: pan Tomasz Czabański prezes „Pomostu” i pan Maciej Karalus wydawca „Pomost”. Dzięki Nim została podbudowana moja nadzieja o wydaniu książki.

Miałem okazję poznać wielce życzliwego fotoreportera z „Gazety Lubuskiej” pana Mariusza Kapałę, który na piśmie zezwolił mi korzystać z jego zdjęć dla swojej książki z ekshumacji generała a także z ekshumacji z radoszyńskiej żwirowni.

Na tejże żwirowni wszystkie media przeprowadzili ze mną wywiady jak: TVP z Gorzowa, Gazeta Lubuska, Radio Zachód. Reportażysta tegoż radia pan Cezary Galek nagrał reportaż w domu Samulskich, którzy opiekowali się grobem symbolicznym Sylveig House. Polecam wszystkim ten piękny reportaż posłuchać.

Obserwowałem przez dwa dni jak towarzysko pracowali przy żmudnej ekshumacji Polacy z niemieckimi rezerwistami Bundeswehry. Do tej pracy prócz zwykłych żołnierzy rezerwistów z Bundeswehry i zwykłych polskich pracowników byli także wielce zaangażowani: kapitan rezerwy Arnold Bauman, prezes „Pomostu” Tomasz Czabański, kierownik wydawnictwa „Pomost” pan Maciej Karalus. Wszystkich ich łączyło współczucie dla pomordowanych, wojennych ofiar.

W drugim dniu ekshumacji kiedy już opuszczałem żwirownię, jeden z młodych, niemieckich rezerwistów zawołał mnie. Wydobył ze swojego plecaka skromny prezent i wręczył mi go. Podziękowałem mu po niemiecku. Był zadowolony i uśmiechnięty. Ze wzruszenia zapomniałem Mu zrobić zdjęcie. Zrozumiałem, że ten młody rezerwista wyraził budowniczego, prawdziwego „pomostu” niemiecko-polskiego.

Jakże miłe i poruszające miałem wrażenia czytając piękne komentarze Internautów i nie tylko z Polski, a przede wszystkim kobiet na portalu „Ziemia Lubuska”, które nie szczędziły łez czytając moje wspomnienia.

Ci wszyscy wspomniani, wspaniali ludzie przyczynili się do wydania mojej książki.
Kiedy już będzie wydana będę się starał podziękować Im publicznie w prasie.

Sergiusz Jackowski

Tagi:

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

4 komentarze do artykułu “Sergiusz Jackowski o sobie…”

  1. JÓZEF

    Wspaniały człwiek.Bardzo ciekawe wspomnienia.Gdyby takich osób było więcej…………

  2. Astor

    Pozdrowienia dla pana Sergiusza i zapraszam na blog o Ciborzu – http://www.Tiborlager.blog.onet.pl

  3. Mirek T.

    S. Jackowski jest osobą z minionej epoki. Ta epoka umiera, tak jak znikła wraz ze śmiercią mojej babci (która była w bardzo podeszłym wieku). Przychodzi nowe. Bohater artykułu odchodzi wraz z epoką, której już nie ma. On zniknie i zniknie kolejna pokoleniowa mądrość. Świat jednak nie wali się. Widocznie każde pokolenie potrafi stworzyć aktualne wartości.

    Ponieważ poznałem S. Jackowskiego osobiście, to muszę stwierdzić, że zwrot „sacrum & profanum” czasami dotyczy i Jego.

  4. Emilia

    Witam Sergiuszu!
    Czytając opisane przez Ciebie Twoje młode lata z trudem powstrzymywałam łzy napływające mi do oczu. Jaką musiałeś mieć siłę woli aby to wszystko przetrwać i przeżyć. Podziwiam cię za to ,że masz taką wspaniałą pamięć i przekazujesz nam tak prawdziwą historię. Dzięki Tobie dowiedziałam się o historii mojego rodzinnego Międzylesia. Będąc dzieckiem nie interesowałam się dziejami o jakich piszesz. Bardzo współczuję Tobie oraz innym ludziom , którzy przeżywali tak straszny okres w swoim młodym życiu. Sergiuszu jesteś wielkim bohaterem. Miałeś tak okrutne życie a jednak potrafisz żartować, dostrzegać piękno dzisiejszego wolnego życia i opisać trudne wspomnienia z nutką humoru. Życzę Ci wydania następnej książki w najbliższym czasie. Czekam na nią z niecierpliwością.
    Emilka (leśniczanka)

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.