Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Na północny wschód od Moskwy – część 2

osadnicy

źródło zdjęcia: sxc.hu

Dostarczono nas do dużych baraków których numery do dziś pamiętam na przykład numer 11,12, 17 i 18.  W każdym baraku były duże izby w których gnieździło się po kilka rodzin. Teren był wybitnie bagienny, a część baraków i domów stała na palach. W okresie letnim panowała plaga komarów, a w ciągu całego roku z powodu braku mydła gnębiła nas plaga wesz.

Pamiętam, że było tam dużo drewna. Rodzice i starsze siostry  pracowali w tartaku, a mnie zabrali do szkoły. Miejscowi ludzie posługiwali się dwoma językami: obowiązującym rosyjskim i lokalnym narzeczem którego sporo słów nauczyłem się rozumieć. W szkole obowiązywała nauka obu języków. Lato było upalne ale krótkie pamiętam , że pierwszego maja jeździłem jeszcze na sankach… .

Krótki okres wegetacji roślin nie sprzyjał obfitym zbiorom. Źródłem zaopatrzenia w żywność była Ukraina która  wtedy pod okupacją niemiecką  nie dostarczała  żywności  do Komi ASRR .Warunki życia były trudne, ale przyzwyczailiśmy się do nich. Czy rodzice i siostry cierpieli niedostatek tego nie pamiętam, ale wszystko było na kartki.

Przez porównanie można przytoczyć warunki życia panujące w specposiołku Nianda, położonym około 115 km na północny wschód od Kotłasu /przyp. autora/.

Od samego początku istnienia specposiołka Nianda śmiertelność była olbrzymia, przy czym głównym bezpośrednim lub pośrednim powodem był głód. W 1930 na zesłańca norma przewidywała: 300g chleba, a pracującym 600 g chleba dziennie. Przy czym powszechna była, zarówno w tych latach jak i 40-ch, niemożność regularnego zakupu (chleba brakowało w sklepie), stąd rzeczywisty przydział chleba w pewnych okresach był niższy.

W dodatku chleb był wypiekany tylko częściowo z mąki, gdyż dodawano tam otręby, trawę, a w gorszych latach także trociny lub ił. Toteż wartości odżywcze były znacznie niższe niżby wynikało z samej wagi. Tym bardziej iluzoryczne były przydziały innych produktów. W 1931 dzienne normy przewidywały 300g mąki, 300 g kaszy, 50g ryby, 30g cukru, a od stycznia 1933 obniżono je do 167g mąki, 17g kaszy, 27 g ryby, 13g cukru. Inne możliwości aprowizacji były znikome.

Zesłańcy nie mogli mieć broni, więc myślistwo nie wchodziło w rachubę, tym bardziej, że zabronione było oddalanie się ze wsi w tajgę. Z tego też powodu dorośli nie mogli zbierać płodów leśnych. Rybołówstwo było możliwe, ale utrudnione, ponieważ dorośli spędzali praktycznie cały czas w przymusowej pracy, z reguły całkowicie wyczerpującej fizycznie.

Dlatego zbiorem runa leśnego i rybołówstwem zajmowały się małe dzieci na miarę swych niewielkich możliwości. Dla osób zagospodarowanych pewną pomocą były przydomowe ogródki, ale plaga kradzieży zmniejszała i to źródło, w dodatku nie było ono dostępne nowo przybyłym. Trudności przeżycia nowoprzybyłych ilustruje fakt, iż u nich ilość zmarłych w 1933 przewyższała liczbę narodzonych 40 razy, a u zesłańców zadomowionych tylko 7,8 razy (nie jest to oczywiście tylko efektem wyższej śmiertelności, ale również prawie zerowej liczby urodzin u nowoprzybyłych).

W okresie 1940-1944 zesłańcy otrzymywali miesięcznie dwie karty żywnościowe. Na pierwszej były talony na mąkę, kaszę, cukier, tłuszcz, olej, rybę i mięso (można było zamiast mięsa wziąć rybę, ale nie odwrotnie). Każdy talon na określony towar miał podany miesiąc, na który jest ważny. Jeśli nie został zrealizowany w danym miesiącu, to przepadał. Towary z tej karty pojawiały się nieregularnie 1-2 razy w miesiącu, zawsze tylko część z nich i zawsze znacznie poniżej potrzebnej ilości.

Ludzie nigdy nie wiedzieli, kiedy będzie dostawa, informacje o niej pojawiały się na zasadzie poczty pantoflowej, często całkowicie fałszywe, ale zawsze ustawiała się w kolejce prawie cała wieś i na mrozie czekano całą noc na otwarcie sklepu. Wtedy się okazywało czy plotka była prawdziwa.

Ponieważ jako pierwsze było obsługiwane kierownictwo posiołka (bez kolejki), potem sklepikarz i jego znajomi, to dla zwykłych zesłańców zostawało jeszcze mniej z i tak szczątkowych dostaw. Dlatego wielkość i asortyment oficjalnych przydziałów była fikcyjna, wszyscy poza kierownictwem dostawali tylko znikomą część przydziału. Nawet kierownictwo nie realizowało całej karty, ponieważ nigdy w miesiącu nie było w sprzedaży większości z przydziałowych towarów.

Druga karta zawierała talony dzienne na przydział chleba. Chleb nie zawsze przywożono z piekarni codziennie, czasami dostawa była co parę dni, a nawet jeśli był codziennie, to w ilości nie wystarczającej dla wszystkich uprawnionych. Tym niemniej niewykorzystane talony z danego dnia zachowywały swą ważność aż do końca miesiąca, tak więc miesięczny przydział chleba w dużym stopniu był do zrealizowania. Była to kluczowa sprawa, ponieważ chleb był podstawą wyżywienia zesłańców.

Tylko przez jeden okres kilku miesięcy władze wprowadziły zasadę „prożił – nie połuczysz„, co znaczyło ze jeśli przeżyłeś dany dzień bez chleba, to go nie potrzebujesz i kartki niezrealizowane np. wskutek braku dostawy przepadały. Jednak śmiertelność w efekcie tego zarządzenia tak wzrosła, że je odwołano. Towary z obu kart trzeba było wykupić, choć ceny były bardzo niskie.

W zimie roku 1942 zmarła moja Matka, niestety nie pamiętam ile miała lat i jaka była przyczyna Jej śmierci. Mrozy były takie, że ludzie nie mogli wykopać grobu. W roku 1943 zmarł mój ojciec i też nie pamiętam z jakiego powodu.

Zasadniczy wpływ na zmianę liczebności specpieriesieleńców miały czynniki demograficzne. Jak wynika z kwartalnych raportów z 1940 roku w rodzinach osadników urodziło się 170 dzieci, a w rodzinach bieżeńców 185; zmarło 595 osadników i 78 bieżeńców (według sprawozdania rocznego dotyczącego osadników w ich rodzinach urodziło się 189 dzieci, a zmarło 646 osób).

Ogółem w rodzinach specpieriesieleńców w okresie od kwietnia 1940 do czerwca 1941 liczba urodzonych dzieci wyniosła 525, a liczba osób zmarłych 1191, natomiast od stycznia do maja 1941 urodziło się 170 dzieci, a zmarło 518 osób. Przytoczone dane dotyczące umieralności można z góry uznać za niepełne, ponieważ brak informacji o zgonach z lutego–marca 1940 i czerwca–lipca 1941. Jednak nawet we wspomnianym okresie (od kwietnia 1940 do czerwca 1941) liczba zmarłych jest zaniżona.

Jak wynika z aktów zgonu zachowanych w archiwum Zarządu Urzędu Stanu Cywilnego Republiki Komi, w okresie od kwietnia do grudnia 1940 zmarło 750, a od stycznia do czerwca 1941 — 685 polskich deportowanych. Ogółem są 844 akty zgonu z 1940 roku, a z okresu od stycznia do lipca 1941 — akty zgonu 796 osadników i bieżeńców oraz ssylnoposieleńców.

Tak więc według danych archiwum Zarządu Urzędu Stanu Cywilnego Republiki Komi w okresie pobytu na zesłaniu zmarło 1640 deportowanych, co stanowi 8% ich ogólnej liczby. Dane te również są niepełne, ponieważ zgony specpieriesieleńców nie zawsze były odnotowywane przez urzędy stanu cywilnego.

Najbardziej ucierpieli osadnicy — przypada na nich 80% wszystkich zarejestrowanych zmarłych. Najczęściej nie wytrzymywały ciężkich warunków życia i umierały dzieci — spośród nich 268 nie dożyło nawet roku, 277 było w wieku od roku do 5 lat, 149 — w wieku 6–10 lat, a 134 to młodzież w wieku 11–16 lat (ogółem 50,5% łącznej liczby zarejestrowanych zmarłych).”

Po śmierci rodziców zabrali mnie do „gietdomu” czyli domu dziecka po to, aby odłączyć mnie od rodziny i zrusyfikować. Jedzenia tam nie brakowało i pamiętam, że cukier nie był sypki, ale w takich białych kawałkach.

Mnie ponownie posłano do szkoły i wychowywano w duchu socjalistycznym. Siostry cały czas pracowały w tartaku, a ruscy mieli dla każdego odpowiednią robotę. Były prace lżejsze i cięższe, a one pracowały przy układaniu desek. W tej okolicy pracowało wielu Polaków, między innymi Kołodziej który teraz mieszka w Sycowicach.

Były tam też zakłady produkujące bardzo ładne drewniane domy które w elementach pakowane były na statki i wywożone do Rosji. Między innymi pracowali tam ci, którzy nie chcieli iść na front, a sowieci uważali ich za wrogów. Podchodziłem tam nieraz i rzucałem im coś do jedzenia.

Zarządzaniem zajmowały się posiołkowe i rejonowe komendantury NKWD ZSRR. Obowiązkiem komendantur było prowadzenie ewidencji deportowanych, zapobieganie ucieczkom oraz kontrola przestrzegania zasad porządku społecznego i wykorzystania pracy deportowanych.

Komendanci posiołków mieli prawo nakładać na specpieriesieleńców grzywny lub aresztować ich na okres do 5 dni (komendanci rejonowi — do 10 dni) za naruszenie zasad regulaminu wewnętrznego, zniszczenie mienia lub nierzetelny stosunek do pracy.

Osoby łamiące dyscyplinę pracy mogły być przeniesione do cięższych zajęć na podstawie rozporządzenia komendanta, w uzgodnieniu z administracją przedsiębiorstw. Komendanci rejonowi mogli nawet pociągać specpieriesieleńców do odpowiedzialności karnej. Koszty utrzymania komendantur oraz koszty obsługi administracyjnej specpieriesieleńców miały być pokrywane z potrąceń z zarobków specpieriesieleńców w wysokości do 10%.

Wiosną 1940 roku na terenie Komi ASRR utworzono cztery komendantury rejonowe, do których po przybyciu bieżeńców doszły jeszcze dwie. W komendanturach rejonowych zatrudnionych było 79 pracowników etatowych: czterech komendantów rejonowych, czterech statystyków, 22 komendantów posiołkowych i 45 pełnomocników odcinkowych.

20 lutego 1940 między Narkomlesem ZSRR a GUŁAG-iem NKWD ZSRR zostało podpisane porozumienie o przekazaniu specpieriesieleńców-osadników do pracy w przemyśle leśnym. Analogiczne porozumienie zostało podpisane z Centralnym Zrzeszeniem Gospodarki Leśnej (COLES) Ludowego Komisariatu Komunikacji (NKPS) ZSRR.

Umowy te obowiązywały wszystkie przedsiębiorstwa leśne wspomnianych resortów, niezależnie od obwodu, w jakim się znajdowały. Odrębne dokumenty dotyczące wykorzystania do pracy bieżeńców nie były podpisywane — podlegali oni tym samym porozumieniom co osadnicy.

Zgodnie z porozumieniami specpieriesieleńcy zostali przydzieleni do przemysłu leśnego jako „stała kadra robotników”. Przedsiębiorstwa Narkomlesu i COLES-u NKPS ZSRR były zobowiązane zapewnić specpieriesieleńcom „mieszkanie, budynki komunalne zgodnie z ogólnymi normatywami, obowiązującymi dla stałych kadr przemysłu leśnego, jednak nie mniej niż 3 m2 powierzchni mieszkalnej na osobę i z obowiązkowym udostępnieniem każdej rodzinie oddzielnego pokoju lub wydzielonego miejsca w baraku”, zagwarantować im pracę, wyżywienie, odzież roboczą i opiekę medyczną.

Bez zgody Narkomlesu i COLES-u osadników i bieżeńców nie można było przenosić do pracy w przedsiębiorstwach innych gałęzi przemysłu. Jednocześnie wszelkie przemieszczenia specpieriesieleńców, nawet do innych wydziałów tego samego przedsiębiorstwa, musiały być uzgadniane z organami NKWD sprawującymi funkcje kontrolne i nadzorcze.

Cezary Woch

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

2 komentarze do artykułu “Na północny wschód od Moskwy – część 2”

  1. Grzegorz

    Artykuł jest cytowany na stronie Wikipedii. Gratulacje dla Autora!

  2. Cezary

    Dziękuję… 🙂

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.