Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Kuchnia Chińska

Kuchnia Chińska

źródło zdjęcia: Waldemar Porębny

Drodzy forumowicze. Wiele już wody upłynęło, gdy udzielałem się na naszej stronie. Raz nawet dostałem delikatnego „prztyczka” od Grzegorza i obiecałem poprawę. Długo to trwało, ale jak się coś obieca to należy słowa dotrzymać. Zapraszam do obiecanej, dawno temu, lektury.

Kuchnia Chińska…. Cóż – bardzo wiele można by opowiadać I dlatego tez przytoczę Wam kilka restauracyjnych opowieści. Restauracji chińskich znaleźć można w Polsce bez liku, ale niewiele one maja wspólnego z prawdziwymi smakami z kraju zza Wielkiego Muru.

Zanim jednak zacznę podróże kulinarne po chińskich restauracjach muszę wspomnieć, ze wielokrotnie na zdjęciach zobaczycie mojego serdecznego przyjaciela – Andrzeja. Jest Polakiem i od ponad dwudziestu lat mieszkańcem Chin – obecnie Szanghaju. Andrzej pracował razem ze mną od samego początku nad projektowaniem i budowa fabryki. Służył nieograniczona wiedza na temat Chińczyków, ich mentalności, kultury, zachowania. Zawsze doradzał, co i jak należy mówić. Bez niego zginąłbym w gąszczu administracyjnych przepisów, niuansów, zakulisowych rozmów, prezentów i innych zwyczajów. Niektóre z nich bardzo mi odpowiadały, ale wydaje mi się, ze nasze forum nie bardzo na te historie się nadaje. Wspominałem już wcześniej o tych tak zwanych “specjalnych” uzgodnieniach w późnych godzinach nocno-wieczornych. Oczywiście Andrzej instruował mnie jak należy pic z Chińczykami “po chińsku”, ale ja szybko wprowadzałem polskie zwyczaje….. biedni Chińczycy 🙁

Andrzej jest wielkim miłośnikiem restauracyjnych kolacji a i ja od nich nie stroniłem wiec, będąc w Szanghaju, przez pierwsze pól roku (tyle trwało projektowanie fabryki) zakorzeniłem się tam, co nieco i wraz z nim wojażowaliśmy po jaskiniach chińskiego jadła.

Hotel, w którym zazwyczaj przez te pierwsze pól roku przebywałem był w bezpośredniej bliskości z mieszkaniem Andrzeja, co było dużym udogodnieniem w przypadku szybkich i wcześniej nieplanowanych kolacyjek a i cala okolica obfituje w masę restauracji.

Na pierwszy ogień idzie restauracja tzw. “Wiejska” – jest to nasza własna nazwa, bo przytaczanie nazwy chińskiej nic nikomu nie powie. Restauracja przyklejona była do hotelu wiec łatwo trafić i łatwo wrócić – szczególnie do kolacji “zakrapianych” a takie były zawsze…. Hm… może nie powinienem o tym wspominać??????

……… Jednak wspomnę, bo jak tu nie powiedzieć o chińskich napojach wyskokowych 🙂 ?

Wracając do moich, bardzo historycznych już wspomnień, muszę zaznaczyć, ze pierwszy raz próbowałem chińskiej wódki, gdy pracowałem w Afryce – w Saharze Zachodniej. Chińczycy organizowali jakiś wieczór narodowy i sprowadzili nieco ich ognistego trunku. Jeszcze teraz pamiętam jego smak i jak mnie od niej odrzucało i jak sobie poprzysiągłem, ze nigdy więcej chińskiej wódki…… Jednak wiele lat później potwierdziła się stara maksyma: NIGDY nie mów NIGDY . Przecież będąc w Chinach oraz uczestnicząc w ucztach podniebienia nie uciekniesz od ich trunku! Pamiętam, jak przyjmując pierwszy kieliszek ledwo powstrzymałem “odruchy zwrotne”. Ale to było na początku – później szło już jak “z płatka”.

….No cóż …. miałem pisać o restauracjach i jedzeniu a tutaj ni z tego ni z owego wypłynął na wierzch taki “płynny” temat. Wypada mi go wiec kontynuować opisując kilka zwyczajów i powinien ten temat zainteresować płeć brzydką 🙂 Przepraszam Panie 🙂 ale i je zapraszam do czytania lektury.

Zacznijmy od nazwy. Po chińsku trunek jest opisany następującymi znaczkami: 伏特加酒. Wygląda skomplikowanie i „długo”, dlatego tez zadziwia fakt, ze wymawia się bardzo prosto fonetycznie: pidzio. Wymowa jest twardsza on naszej, wiec jak będziecie zamawiać kolejkę w barze to należy to wziąć pod uwagę. Kilka słów wytłumaczenia chińskiej nazwy, ponieważ ilość chińskich znaczków w nazwie całkowicie przeczy jednowyrazowej wymowie. Otóż w języku chińskim nie ma jednoznacznego odpowiednika słowa „wódka”. Oni nazywają ten trunek „białe wino”. I tutaj ciekawostka w ich pisowni: jak widzicie, w nazwie mamy cztery znaczki. Otóż pierwsze trzy ułożone obok siebie nie znaczą nic. Znaczenia nabierają dopiero gdy dołączymy do nich ostatnie ogniwo. W określeniu, które pozwoliłem sobie przytoczyć powyżej, tłumaczenie będzie wyglądać jak: „biały alkohol zwany europejską wódką”. Chińczycy w swojej nomenklaturze, jako czwartego ogniwa używają innego znaczka i wtedy będzie to dla nich „białe wino”. Kilka razy na tę nazwę dałem się nabrać, gdy w restauracji, spożywając owoce morza, miałem ochotę na białe wino, które w dobrej wierze zamawiałem, a na stół wpływała wykwintna wódeczka…. no cóż.. dla nich to jest właśnie białe wino.

Na tym na razie skończę, bo z doświadczenia wiemy, że gdy artykuł jest zbyt długi do czytania na ekranie, robi się w końcu nudny. Obiecuje, ze z mojego archiwum fotograficznego wyciągnę kilka zdjęć flaszeczek na stole. Niestety nie mam ich zbyt wiele za to fotek potraw mam więcej i chętnie, jeżeli są zainteresowani, je udostępnię (wraz z odpowiednim tekstem).

Pozdrawiam z Afganistanu, gdzie obecnie rezyduje.

Waldemar Porębny

Tagi:

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

3 komentarze do artykułu “Kuchnia Chińska”

  1. Cezary

    Jak się bliżej przyjrzycie nakrytemu czerwonym obrusem okrągłemu stołowi, to musicie zauważyć kilka ciekawych, nieznanych w Polsce szczegółów. Po pierwsze brak sztućców!! Po prawej stronie obok talerzyków w ciemnych etui leżą oczywiście chińskie pałeczki. Jak ktoś nie ma opanowanej sztuki posługiwania się nimi, to ma oczywiście po kolacji… . Dalej zwróćcie uwagę na miskę ryżu który jest podstawą wszelakich potraw. O owocach morza można u nas jedynie pomarzyć, a muszę przyznać, że chętnie spróbował bym je nawet codziennie… . Zauważcie obrotową tarczę w centrum stołu na której stoją potrawy. Każdy po nałożeniu sobie porcji ryżu pokręcając tą tarczą może sobie w dowolny sposób skomponować danie. I jeszcze jedno: zamiast poczciwej sosierki coś podobnego, ale na ogół z sakramencko ostrą przyprawą /takie lubię… /… . Pozdrawiam Waldku :).

  2. Grzegorz

    Pierwsze co zauważyłem, to Wyborową 😉

  3. Mistrzu

    Tak, to jest nasza poczciwa Wyborowa. Postawiłem ja na stole dla uczczenia ostatniej kolacji z moja bezpośrednią załogą z biura. Taki sobie mały polski akcent.
    Chinske pałeczki, o których Cezary wspominał sa bardzo tam praktyczne. Oczywiscie nieco czasu trzeba, aby sie nimi swobodnie posługiwać, ale nie jest to wcale takie trudne. Praktyczne sa, dlatego, ze jedzenie jest tam podawane zawsze w kawałkach „na jeden kęs”. O tym, zapewne później jeszcze napisze i, oczywiście, zdjęć bedzie znacznie więcej.

    Pozdrawiam z Kandaharu.

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.