Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Forsowanie Odry

Forsowanie Odry

źródło zdjęcia: sxc.hu

Los wojennego tułacza – część 12
W dniu 14 kwietnia 1945 roku prawie miesiąc odpoczynku i spokoju szybko minął, a uzupełniona nowymi poborowymi kompania znowu ruszyła w drogę. Nic nam jednak nie mówiono dokąd podążamy. Orientowaliśmy się jednak sami, że z pewnością do Berlina. Maszerowaliśmy przez sześć dni i dotarliśmy w rejon Kostrzyna n/O. W okolicy wsi Gozdowice zastaliśmy duże zgrupowanie wojsk Armii Czerwonej i Wojska Polskiego, z dużą ilością sprzętu bojowego. Kostrzyn był odległy od nas z lewej strony o około 8 km. Dowiedzieliśmy się, że całą pewnością będzie próba forsowania Odry. Rzeka podczas wiosennych roztopów była szeroko rozlana co najmniej na 180 m.

Rozlokowaliśmy się w lesie nieco oddalonym od rzeki. W dzień było już dość ciepło, a nocne małe przymrozki można było przetrzymać. Kiedy się trochę rozjaśniło, obserwowaliśmy z radością jak manewrują „Katiusze” i ustawiają się w odpowiednich miejscach. Przewidywaliśmy, że za chwilę będzie bardzo gorąco, a tej temperatury chyba Szwaby z pewnością nie wytrzymają. Zaraz za rzeką mieli silne umocnienia fortyfikacyjne, a w nich wiele nowoczesnego uzbrojenia. Na pewno oczekiwali, że z naszej strony nastąpi niebawem ofensywa. A będą nią dowodzili: generał Stanisław Popławski i marszałek Gieorgij Żukow.

20 kwietnia 1945 roku skoro świt, zagrzmiały „Katiusze”. Nie wiadomo ile ich tam było. Wspomagały ich działa artyleryjskie ustawione w lesie wzdłuż rzeki. Kanonada trwała może 15 – 20 minut. Pod koniec tej ogniowej nawały, lekko uzbrojone wojsko w wielkim pośpiechu zaczęło forsować rzekę pokonując ją na pontonach i łódkach. Zadaniem tej grupy było przedostanie się na drugi brzeg i okopanie się przed wałem rzeki. Wkrótce cały nurt zapełnił się pontonami z wojskiem. Tymczasem Niemcy nieco ocknęli się po kanonadzie i zobaczyli co się dzieje na rzece. Przypuścili zaporowy ogień z karabinów maszynowych na rzekę i za rzekę. W tym czasie wielu żołnierzy zostało zabitych i utopionych na sporym odcinku naszego frontu. Na dodatek nadleciały niemieckie samoloty które bombardowały i ostrzeliwały rzekę i las, tam gdzie nasze wojsko było lekko okopane i nie przygotowane do obrony. Po naszej stronie powstał popłoch i zamieszanie. Katiusze były zmuszone do powtórzenia ostrzału znacznie dłużej niż poprzednio, co bardzo poprawiło naszą sytuację. Niemcy kompletnie zamilkli. Saperzy natychmiast przystąpili do budowy mostu na rzece z drewnianego budulca, który był już wcześniej przygotowany i dowożony dużymi, ciężarowymi samochodami. Robota szła szybko i sprawnie, a od strony niemieckich umocnień nie usłyszeliśmy ani jednego strzału. W ciągu jednej nocy most był gotowy do przeprawy. Była to naprawdę mordercza praca saperów i pozostałego wojska, która wymagała żołnierskiego ogromnego poświęcenia.

21 kwietnia 1945 roku wiosenny poranek był ciepły i słoneczny. Wojskowe kierownictwo budowy mostu zameldowało dowódcom Armii, że most jest gotowy do przeprawy. Najpierw na próbę pojedyncze samochody ciężarowe wyruszyły na most, a za nimi samochody z działami. Próba powiodła się i wszystkie pojazdy łącznie z czołgami pokonywały tęgi most. Ja z piechotą podążałem, by jak najprędzej znaleźć się na drugiej stronie rzeki. W tym czasie, kiedy most był zapełniony żołnierzami i sprzętem wojennym, pojawiło się sporo niemieckich samolotów. Nasza kompania zdążyła przed nimi znaleźć się po drugiej stronie rzeki. Wszyscy upadliśmy i obserwowaliśmy jak samoloty pikują, bombardują i obstrzeliwują most. Kiedy jednak odezwała się nasza artyleria przeciwlotnicza, samoloty szybko zniknęły. Podczas przeprawy było trochę strat w ludziach. Wielkie szczęście mieliśmy, że żadna bomba nie trafiła na most. Parę kilometrów od nas w dół rzeki, w miejscowości Siekierki, też w tym czasie trwała przeprawa przez uszkodzony most kolejowy. Tam wybuchy trwały dłużej… . A my przed wałem przeciwpowodziowym okopaliśmy się i odpoczywaliśmy. „Katiusze” i inne działa po sąsiedzku zajęły stanowiska i czekały na dalsze rozkazy. Wszędzie był spokój, żaden Niemiec nigdzie się nie odezwał. Kiedy dłuższy czas trwał niczym nie zmącona cisza, spróbowaliśmy wyjść z okopów i rozejrzeć się po terenie. Zobaczyliśmy okropne pobojowisko, gdzie wszystko spustoszyły „Katiusze” i ciężkie działa. Gruzowiska wskazywały, że tu była wieś, a przed nią potężne umocnienia. Pozostały po nich jedynie ogromne, sterczące odłamy żelbetonu. Trudno opowiedzieć jak to wszystko wkoło na sporym obszarze wyglądało. Można byłoby określić, że tej zagłady dokonała jakaś potężna siła z kosmosu. Na tym pobojowisku nie było możliwości swobodnego poruszania się. Wszędzie dookoła leżały porozrywane i nadpalone trupy niemieckich żołnierzy. Zdarzały się także i trupy cywili. Wkoło roznosił się wszechobecny swąd i dym. Drugi już raz oglądaliśmy skutki działań „Katiuszy”. Gdyby Niemcy wiedzieli, że spotkają się z taką bronią, to by z pewnością wojny nie zaczynali…. . Po zakończonej operacji i krótkim odpoczynku, nasze wojska ruszyły w kierunku Berlina. Przez kilka dni znowu maszerowaliśmy, a wojsk niemieckich ani śladu. Obserwowaliśmy tylko jak kilometry szosy były przepełnione niemieckimi cywilami uciekającymi na zachód. Nasze wojsko wcale ich nie ruszało i nie przeszkadzało w drodze do „spokojnego jutra”… Nasz pułk zgodnie z wydanymi rozkazami podążał na ostatni bój o Berlin. Zatrzymaliśmy się jak zwykle na odpoczynek w lesie odległym około 10 kilometrów od Berlina. Byliśmy pewni, że wkrótce będziemy walczyć o Berlin i zostawimy w nim swoje życie.

KONIEC WOJNY

9 mają 1945 roku o poranku, siedząc pod sosnami spożywaliśmy z menażek ciepłe śniadanie i popijaliśmy jak zwykle kawę zbożową nieco trochę przysłodzoną. Wiedzieliśmy dobrze, że jesteśmy blisko Berlina, ale sami sobie nie dowierzaliśmy i pytaliśmy jeden drugiego: dlaczego przez dłuższy czas w tak spokojny poranek nie słychać żadnych odgłosów walk? W czasie naszej rozmowy zjawił się goniec sztabowy i woła naszego dowódcę kompanii do sztabu na naradę oficerów. Porucznik pospiesznie dokończył śniadanie i szybko udał się do sztabu, który był w odległości około 200 m. My sobie siedzimy pod drzewami i dyskutujemy dalej, że jesteśmy od Berlina około 10 km gdzie toczą się uliczne walki, gdzie ginie dużo żołnierzy z 2. Armii Wojska Polskiego i 1. Armii Frontu Ukraińskiego, więc chyba z pewnością musimy szybko wyruszyć im na pomoc. Minęły dwie godziny a porucznik nie wraca. Z ciekawością oczekujemy na jego wiadomość. Nareszcie się zjawił i z daleka krzyczał z radością:
– Żołnierze moi kochani, oznajmiam wam koniec wojny! Niemcy podpisali kapitulację! Berlin zdobyty!

Wszyscy oszołomieni tą wiadomością z wielkiej radości krzyczeliśmy w niebo głosy: Hurra! Hurra! Hurra! Rzucaliśmy czapki do góry. Strzelaliśmy w górę, aż wszystkim opróżniły się magazynki. To był szczyt naszej, wielkiej uciechy. To oznaczało, że wszyscy wracamy do swojej Ojczyzny, do swoich Rodzin. To szczęście nie mogło się pomieścić w naszych umysłach. Było wielką radością, żeśmy przeżyli i wytrzymali tak ogromny trud bitewny żołnierza Wojska Polskiego. Z pewnością każdy Rodak, który nie doświadczył tak wielu osobistych cierpień i tragedii swoich tak bliskich kolegów, nie zrozumiałby naszego zachowania, że my jeszcze będziemy żyć i cieszyć się szczęściem bycia w swojej Ojczyźnie i w swoich Rodzinach.

Święto zwycięstwa obchodziliśmy przez 3 dni chociaż ubogo, ale wesoło. Tylko sztab pułku przez ten czas ciężko pracował. Całe, zasłużone w bojach dowództwo otrzymało awanse. Nasz porucznik Święcicki otrzymał awans na kapitana i został mianowany na stanowisko oficera sztabowego. Nas, szarych żołnierzy zasłużonych w bojach udekorowano odznaczeniami i medalami. Tylko tyle skorzystaliśmy za bitwy z poświęceniem życia o wolność dla swojej Ojczyzny.

Po trzech dniach odpoczynku w lesie, wyruszyliśmy znowu na pieszo w nieznaną drogę. Po 15-tu kilometrach dotarliśmy do jakiejś stacji kolejowej. Dowódca powiedział, że tu załadujemy się do wagonów na powrót do Polski. Pułk ładował się przez cały dzień i wieczorem wyruszyliśmy w drogę do Kraju.

PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ

13 mają 1945 roku pociąg wyruszył z wesołym śpiewem weteranów wojny. Zbliżała się noc. Wagony monotonnie stukając na złączach szyn pędziły do Polski. Żołnierze zmęczeni wojną i jej tragicznymi skutkami zaczęli usypiać. Mój sen zablokowały jednak plany na przyszłość. Myślałem o tym, jak ja odnajdę Międzylesie i jak mnie będzie witać Rodzina. Myślałem o Mamie, która nie szczędziła łez po swoich dwóch synach, których zabrała wojna i nie pozwalała Jej spać spokojnie przez 5 długich lat! Czy Jej pozostało chociaż trochę łez szczęścia na powitanie i uściskanie swoich synów, którzy przeżyli gehennę wojny? Od czego zaczniemy powojenne życie w Międzylesiu? Jak nasza wioska wygląda i co w niej się dzieje? Gdzie i jaką znajdę miłość swojego życia? Czy ta powojenna ciuchcia, dowiezie mnie do Niej? Czy warto było poświęcać życie dla niej? Czy mój dalszy los po wojennych trudach będzie szczęśliwy? Pociąg pędził dalej, a ja pogrążałem się w swoich, sennych marzeniach…. . Ta podróż trwała przez trzy doby. W miarę upływu czasu byłem coraz bardziej zaniepokojony, dokąd znowu jedziemy NA WSCHÓD? Tym razem było to miasto Chełm Lubelski. Zamiast powitać się z rodziną, znowu znaleźliśmy się w koszarach. Nasza radość weteranów wojny zamieniła się w smutek. W Chełmie dowiedzieliśmy się, że jesteśmy wyznaczeni do likwidacji ukraińskich band…

Władysław Jackowski

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

8 komentarzy do artykułu “Forsowanie Odry”

  1. mic

    Mało! Mało! Chciałoby się powiedzieć czytając tylko ETAPAMI tak niezwykle interesujące wspomnienia z wojennch zmagań BOHATERA .
    Gwoli ścisłości zapytam , czy ze strony polskich żołnierzy również dochodziło do aktów gwałtu na Niemkach , jak to było nagminne u sałdatów ?

  2. sergiusz

    Szanowny Panie „mic”, Pana pytanie sprowokowało mnie napisać cały artykuł po tytułem „Wielka trójka”, a składała się ona z trzech braci z mojej, najbliższej rodziny. Zaplanowałem opisać niezwykle inteligentny gwałt polskiego żołnierza na Niemce. Cierpliwości, muszę tylko poczekać na wenę.

  3. mic

    Szanowny Panie Sergiuszu !

    Kilka miesięcy temu , odwiedziła mnie grupa Niemców
    urodzonych w Nietkowie .
    Od jednej z pań dowiedziałem się , iż jej mamę spotkała
    taka „przyjemność”, podczas wyzwalania Nietkowa.
    Owa pani miała wówczas roczek.

    Z tego powodu zadalem to niewygodne pytanie, gdyż temat gwałtów z okresu II WŚ. jest tematem tabu i nikt
    o tym głośno mówić nie chce.
    Tym bardziej jestem pełen podziwu dla Pana , że zechce
    Pan uchylić rąbka prawdziwych acz niewygodnych wspomnień.

  4. cezary

    Fragment wspomnień Franciszka Kryniewieckiego „Rosjanie w Będowie” opublikowanych na sycowice.net :
    „Rosjanie przybyli do Będowa 30 stycznia 1945 roku o wpół do pierwszej w nocy. Przyjechali na koniach, głównie bryczkami i typowymi dla terenów rosyjskich wozami na których siedziało dwóch, trzech sołdatów. Dobijali się do drzwi, kazali zapalić światła i zażądali jedzenia, wołali: „kuszać”. Nasi ludzie byli wystraszeni, bo nie wiedzieli co się będzie dalej działo, a na dodatek nikt z nas nie znał tego języka.
    „Oprócz jedzenia, żądali wódki i zajmowali się wyszukiwaniem kobiet które gwałcili, a była to prawdziwa plaga! Dziewięcioletnia dziewczynka, już była do tych celów dobra!! Bywało, że do jednej kobiety ustawiało się ponad trzydziestu krasnoarmiejców. Kobiety często mdlały w trakcie gwałtu i pozbawione czucia załatwiały pod siebie swoje potrzeby fizjologiczne. O niechcianych ciążach, chorobach wenerycznych i spustoszeniach w ich psychice nie warto nawet mówić… !”.

  5. Adan

    Polecam przeczytać książkę Antonego Beevora pt. Berlin. Upadek. 1945. Tam autor opisuje na jaką skalę były to gwałty. Książka jest napisana przyjemnym stylem i czyta się ja jednym tchem.

  6. cezary

    Ze wspomnień Pani Anny Meckaniak z Będowa opublikowanych na sycowice.net
    „U moich sąsiadów pracował Polak z którym trochę się przyjaźniliśmy. Doskonale zdawał sobie sprawę z grożącego mi niebezpieczeństwa i powiedział, że jak przyjdą ruscy to mamy go natychmiast powiadomić. Kiedy w wiadomych sprawach zjawili się u nas sowieccy sałdaci, natychmiast pojawił się Franek. Jeden z ruskich zapytał: „a ty szto takoj?”, on na to odpowiedział, że jest Polakiem, a wskazując na mnie powiedział, że to moja żona. „Nu a pacziemu ona gawarit tolko pa giermansku”? A to dlatego, że ja ją tu poznałem i tu wzięliśmy ślub. Ruscy nabrali się na te „plewy” i jak niepyszni poszli sobie.”

    „Najgorsze było to, że przez długi okres czasu wracali oni spod Berlina i wszyscy postępowali tak samo. Pamiętam, że przez tydzień prawie nie wychodziłam spod łóżka na którym spała Matka. Obok tego łóżka postawiona była kanapa i stół z krzesłami, a ja pod łóżkiem na płaszczu brata i małej poduszeczce dzień i noc. W tej pozycji można było zjeść kawałek chleba ale jak zjeść zupę… ?”

  7. sergiusz

    Pan „mic” wywołał temat, który interesuje mężczyzn. Zaplanowany artykuł napiszę być może w przyszłym terminie. Teraz skróconą przygodą na ten temat opiszę opowiedzianą przez starszego brata Arseniusza, który w roku 1949 odwiedził swojego kolegę weterana wojny w II Armii Wojska Polskiego, który po wojnie osiedlił się w Zbąszynku. Nazywał się Henryk Jankowski i był podczas wojny podoficerem. Podczas koncentracji wojsk przed forsowaniem Łaby mając chwilę wolnego czasu postanowili z kolegą odwiedzić pobliską wieś i zapolować na kobiety. Zapukali do pierwszego domu. Otworzyła im kobieta około 40 lat. Henryk nieco znał język niemiecki i zapytał grzecznie czy nie mogliby trochę ogrzać. Niemka spełniła życzenia polskich, grzecznych żołnierzy. W pokoju zastali drugą kobietę w wieku 18 lat, która kazała nam usiąść. Obojgu wojakom stało się weselej na widok uprzejmych pań. Byli przekonani, że gwałt będzie zbędny. Można było odczytać z ich zachowania, że przez wojnę i matka i córka tęskniły za
    mężczyznami. Podczas poczęstunku przy herbacie obu parom zaiskrzyło się w oczach i musiały odwiedzić osobne pokoje. Przy pożegnaniu młoda Niemka trzymając za szyję Henryka zdradziła, że oni są Autochtonami a jej dziadek był Polakiem. Henryk to zapamiętał i na pożegnanie czule uścisnął Autochtonkę. Kilka lat przed wojną Henryk wyjechał do centralnej Polski. Tam się uczył i przed samą wojną ożenił się ze szlachcianką. Po wojnie w Zbąszynku objął stanowisko kierownika POM i sprowadził żonę. Pięknie ułożyli sobie życie. Kiedy małżonka będąc już w ciąży zachciała odwiedzić stanowisko pracy swego męża. Kiedy szła obok wykopu na hałdzie zmarzniętej ziemi upadła i poważnie stłukła bok i uszkodziła ciążę. Po krótkiej męczarni zmarła. Henryk po rocznej żałobie odszukał wieś nad Nysą i swoją ofiarę gwałtu. Te kobiety mieli dokument, że pochodzą z rodu Polaka i za to pozostali w Polsce. Kiedy Henryk ich odwiedził szaleli ze szczęścia. Dowiedział się podczas kilkudniowej gościny, że matka byłej, jego ofiary wkrótce oczekuje na męża z rosyjskiej niewoli.
    Gwałt Henryka zakończył się epilogiem szczęścia. Zaraz po gościnie zabrał ze sobą swoją przyszłą, drugą żonę. Podczas gościny mojego brata u Henryka szczęśliwa para oczekiwała potomka. Brat Władysław, weteran wojny chyba nie miał takiej przygody, z pewnością mnie by się zwierzył.

  8. mic

    To fakt, Polacy byli bardziej cywilizowanym narodem ,aniżeli skośnookie kacapy i postępowali bardziej kulturalnie.
    Jeśli dochodziło do zbliżeń , to zazwyczaj z powodu obopólnego wyposzczenia.
    Nawet i teraz Niemki miło patrzą na Polaków . 🙂
    Gwałty mogły się zdarzać,jak i w każdej armii.
    Przykładem tego niech będzie wyczyn tego rodzaju dwójki
    moich kolegów z kompanii.
    Wyposzczone chłopaki napatoczyli się w głębokim lesie na stado dziewuch sadzących las i … ulżyli sobie .
    Niepocieszone dziewuchy odwiedziły pułk ze skargą do dowodcy.
    Dowódca zarządził zbiórke całego stanu jednostki na placu apelowym i dziewuchy iskały wśród nas chłopaka na męża, ale się nie udało .he he
    Chłopakom ten wyczyn upiekł się (przy wsparciu dowódcy komnanii) , bo przeczuwając zagrożenie jakie nad nimi zawisło ,trafili w tym czasie na wartę ,na dalekim posterunku. Niepocieszonym dziewczynom pozostały tylko( miłe ?)wspomnienia z lasu.
    Panie SERGIUSZU !
    Czekamy wszyscy na Pana wspomnienia.
    Pisz Pan ! Pisz Pan ! Pisssz !

    A przy okazji życzę Wszystkim ZDROWYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT i szcześliwego i płodnego w internecie NOWEGO 2013 ROKU.

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.