Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Słowo wstępne

Książka

źródło zdjęcia: Cezary Woch

Książka, którą wzięliście Państwo do ręki jest efektem wieloletniej pracy Cezarego Wocha, który pewnie sam nie spodziewał się, że jego praca na rzecz Małej Ojczyzny, jaką są dla Niego od kilkunastu lat Sycowice, da taki efekt końcowy. Nie leżało w naturze autora – osiąść i być. Postawił sobie szczytny cel poznania dziejów ziemi, na której osiadł. Zaczął drążyć historię, docierać do źródeł informacji o kolejach losów ludzi zamieszkujących te tereny od zarania, od początków znanej nam historii państwa polskiego, choć celem numer jeden i właściwie przyczynkiem do powstania tej książki były perypetie historycznej wędrówki ludów końca II wojny światowej.

Trudne są losy ludzi i ziemi pogranicza, gdziekolwiek byśmy nie stanęli. Szczególnie „wędrówkotwórcze” sytuacje dotyczyły zmian granic po zakończeniu ostatniej wojny. Polacy musieli opuścić Kresy Wschodnie, zostawić swe domostwa, dorobek życia z takim trudem utrzymany przez czas wojennej zawieruchy, kiedy nie tylko Niemcy zagrażali istnieniu, bo przecież dla tamtejszej ludności wojna zaczęła się od radzieckiej okupacji, zsyłek na Syberię, potem były mordy na Wołyniu. Koniec wojny nie oznaczał spokoju, bo wkroczyła polityka i nowy podział Europy. To, co z trudem udało się utrzymać przez lata wojny – teraz trzeba było opuścić, bo politycy zasiadający przy teherańskim, jałtańskim i poczdamskim stole rozdarli Europę na kawałki bez zważania na konsekwencje, jakie nowy podział kontynentu miał nieść dla zwykłej ludności zamieszkującej tereny podległe zmianom. Nastąpił czas przemieszczania się i poszukiwania dróg do nowych domów. Dodać trzeba, że nie dobrowolny, a przymusowy, bo takie były ustalenia Churchilla, Roosevelta i Stalina na wyżej wymienionych konferencjach w sprawie nowego „ładu” w Europie.

Pozwalam sobie na osobisty element, który jednocześnie jest moim, nazwijmy to, prawem do wypowiadania się w kwestii wygnania – sama pochodzę z rodziny kresowej. Z opowiadań moich najbliższych wiem, co przeżywali przez lata wojenne. Część rodziny została wywieziona na Syberię, do roku śmierci Stalina byli przekonani, że są więźniami radzieckiego reżimu. Inna część – w tym moi dziadkowie całą wojnę mieszkali w swoim domu na obecnej Ukrainie i wielokrotnie tygodniami musieli się ukrywać w polnych ziemiankach przed nienawiścią banderowców i żądzą krwi z ich strony. W 1944 cofający się Niemcy przyszli do domu moich dziadków i dając im jedną godzinę na spakowanie się nakazali stawić się na dworcu kolejowym w celu (niby) ucieczki przed Rosjanami, a naprawdę miał to być transport na Majdanek, z którego już w samym Lublinie udało się zbiec i przy wsparciu AK dostać się do Warszawy, gdzie był rodzina i gdzie już zostali do końca życia. Taka była Ich droga do domu.

Jednak większość ludności kresowej przemieściła się dopiero po zakończeniu wojny, po ustaleniu nowych granic i była to wędrówka, zgodnie z założeniami mocarstwowych polityków, dużo dalej na zachód, do ziem przyłączonych do Polski, gdzie ci wygnańcy odnaleźli swe drogi do domów, a i same domy na ziemiach, skąd z kolei wygnano inną ludność. Zajmowali domy opuszczone przez Niemców, których spotkał taki sam los, bo historia zabrała im rodzinne siedliska i zmusiła do ucieczki z ich małej ojczyzny. Według Wikipedii wysiedleniom podległo przeszło 1 800 000 ludności z Kresów Wschodnich i liczba ta nie obejmuje przesiedleń Polaków w głąb Rosji.

Tam ma ojczyzna, gdzie groby przodków moich” – ta prawda przestała działać w tym czasie. Czy ci ludzie, którzy musieli pozostawić swój dorobek, swoje niebo nad domostwami i szukać swoich dróg do domu mieli mieć pretensję do tych, którzy zostali zmuszeni do exodusu i z braku innych możliwości zajęli gotowe domy po tych, co musieli odejść? Tego osadnicy w Sycowicach nigdy by się nie dowiedzieli, gdyby nie aktywność autora książki, który spowodował, że byli mieszkańcy tej miejscowości zostali zaproszeni do odwiedzin w miejscach ich urodzenia i takie spotkania zaczęły odbywać się w regularny sposób.

Aby nie zaginęła pamięć o dziejach wszystkich Sycowiczan i tych przedwojennych i tych powojennych, aby młodzież zapoznała się z losami swoich bliskich i sąsiadów, aby wiedza o korzeniach i drogach do domu nie odeszła razem z odchodzącymi do domu Pana, Cezary Woch zaczął spisywać opowieści repatriantów z czasów powojennej wędrówki ludów. Okazało się, jak dużo do powiedzenia mają Ci starsi już ludzie. Ilu z nich, czy spośród ich bliskich przeżyło również Syberię, bądź inne nękania reżimu radzieckiego. Potem dołożyły się do tych zwierzeń przedwojenne wspomnienia Niemców uczestniczących w sycowickich spotkaniach, a było również spotkanie w Berlinie.

I tak swoją aktywnością autor, Cezary Woch, zaczął doprowadzać po swojemu do zjednoczenia Europy w tej Małej Ojczyźnie, do pokazania, że straszne jest tylko to, co nieznane, a poprzez wiedzę stajemy się bogatsi, poprzez kontakty rozwijamy swoją osobowość, zyskujemy przyjaciół. W pojedynczych opowieściach dowiadujemy się o zwyczajach, tradycjach, ba – nawet o przepisach kulinarnych, większość wspomnień zawiera przesłania życzliwości i przyjaźni, poszanowania drugiego człowieka, jego potrzeb i pragnień. Przewija się ogromny szacunek dla codziennego trudu zwykłych ludzi. Polacy i Niemcy są poniekąd sąsiadami z jednej miejscowości, więc wszyscy są godni życzliwości i wsparcia. I nikt nikomu spośród tych skromnych ludzi nie zamierza odbierać tego, co historia odebrała jemu samemu.

Na jeszcze jedną część tej książki chciałam zwrócić uwagę czytelnika – z jaką skrupulatnością i dokładnością pokazuje autor historyczny rys tej ziemi – jak wielu miała władców przechodząc z rąk do rąk, ile wydarzeń z historii dotknęło swym palcem te tereny. Ta ziemia niejednokrotnie spływała krwią walczących o nią ludzi – Polaków, Niemców, Czechów, Francuzów. Była milczącym świadkiem dziejowych burz.

Pragnę gorąco podziękować autorowi książki Panu Cezaremu Wochowi za umożliwienie mi wyrażenia swojej opinii o niniejszej pracy na jej łamach, bowiem miałam okazję zapoznawać się z jej częściami na etapie ich tworzenia i już wtedy wiedziałam, że powstaje coś niecodziennego i wyjątkowego pod każdym względem.

Jeśli, zatem, macie Państwo niniejszą książkę w swoich rękach, to serdecznie Wam gratuluję wyboru i proszę o powolne, dokładne jej smakowanie, bo treści i przesłań znajdziecie w niej tyle, ile ludzkich istnień jest w niej zawartych.

Małgorzata Gdak-Gołębiowska

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

4 komentarze do artykułu “Słowo wstępne”

  1. Adrian

    Witam gdzie można kupić książkę ??

  2. Cezary

    Kupić nie można. Zwróć się do Urzędu Gminy Czerwieńsk.

  3. Adrian

    Szkoda że tak ciekawa publikacja została ograniczona na rynek zewnętrzny . Zainteresowanie publikacja jest bardzo duże szkoda że nie ma dostępnej wersji pdf .

  4. Grzegorz

    Wersja pdf do pobrania

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.