Drukuj artykuł Drukuj artykuł

My i Niemcy…

Ścieżki rowerowe

źródło zdjęcia: Harry Eckert

W dniu 14 czerwca 2014 roku miało miejsce w Sycowicach /Leitersdorf/ doroczne spotkanie byłych i obecnych mieszkańców naszej miejscowości. Pan Harry Eckert mieszkaniec Sycowic do roku 1945, po odbytym spotkaniu napisał do mnie list, którego treść poniżej w całości publikujemy. List ten oddaje atmosferę naszych spotkań, a relacje jakie nawiązali Sycowianie z Niemcami – byłymi mieszkańcami Sycowic, uważam za niepowtarzalne i wzorcowe. Efektem tej przyjacielskiej współpracy było między innymi zebranie i opublikowanie wspomnień obecnych i byłych mieszkańców Sycowic, w książce „Drogi do domu…”. To właśnie skromni Sycowianie, mieszkający w małej i nie doinwestowanej wsi, są ambasadorami Polski w nawiązywaniu trans granicznych kontaktów z naszymi sąsiadami. Tym bardziej warto poznać w jaki sposób odbierają ich Niemcy i jak przyjmują po przyjacielsku wyciągniętą dłoń… .

„Szanowny Pan Cezary Woch, Sołtys Sycowic!

Przed pięcioma laty, miało miejsce pierwsze oficjalne spotkanie byłych i obecnych mieszkańców Sycowic. Od tamtego czasu stało się ono spotkaniem przyjaciół. Widujemy się każdego roku i życzę sobie, żeby tak pozostało.

Jak każdego roku, także i 14.06.2014 o godz. 10:00 spotkaliśmy się w starej szkole. Witaliśmy się jak przyjaciele. Serca biją wtedy mocniej, a my Niemcy wzruszamy się gościnnością gospodarzy. Zostaliśmy zaproszeni na wspólne i bogato przygotowane śniadanie. Jedliśmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, a śniadanie przebiegało w przyjacielskiej atmosferze. Było wspaniale. Muszę szczególne podziękowania skierować do pań, które to śniadanie przygotowały. „Dziękujemy”… ! Po jakimś czasie, Pan Cezary zaprosił nas na niezapomnianą przejażdżkę wozem konnym w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Udaliśmy się do miejsca gdzie znajdują się żubry. Cała powierzchnia na której żyją te zwierzęta jest w całości ogrodzona. Jest to miejsce otoczone lasem, łąkami i ugorami. Podziwialiśmy cztery dorosłe sztuki i jedno młode. Jazda trwała w dalszym ciągu przez sosnowe i świerkowe lasy, buczyny i lasy mieszane, gdzie widzieliśmy ślady dzików. Dzięki tej wyprawie, Pan Sołtys poprzez naturę wskrzesił w naszej pamięci coś pięknego: raj dla ludzi i zwierząt… .

Po powrocie z przejażdżki, w starej szkole czekał już na nas stół nakryty do obiadu. Co za widok! Apetyty urosły, wszystko smakowało wspaniale. „Dziękujemy“… ! Rozmawialiśmy za pomocą „rąk i nóg“, resztę tłumaczyła Pani Małgosia. Jej także dziękujemy. Mam nadzieję, że jeszcze coś takiego przeżyjemy.

Dzień kończył się powoli, a Berlińczycy zbierali się do drogi żegnając się serdecznie, z nadzieją na ponowne spotkanie.
Moja żona i ja pozostaliśmy, spędzając noc w swojej przyczepie kempingowej. Ja po raz pierwszy od 69 lat spałem w Sycowicach. To była cicha i spokojna noc, ukojenie dla duszy, spędzona „w otoczeniu” przyjaciół.

Małgosia i jej mąż zaprosili mnie z żoną na śniadanie do ogrodu. Właściciel mojego domu rodzinnego jest Jej sąsiadem , to dobry i pomocny człowiek. Po śniadaniu omówiłem jeszcze wiele spraw z Panem Sołtysem, uznaliśmy, że jest jeszcze wiele do zrobienia i my to zrobimy.

Pożegnanie było serdeczne i wzruszające. Pozdrowienia dla wszystkich!”

A jak to się zaczęło? Kiedy zrobiono pierwszy krok do wzajemnego zbliżenia się i pojednania? Czy Polacy i Niemcy pomimo dramatycznej przeszłości są w stanie wybaczyć sobie wzajemne urazy i budować nową bezpieczną przyszłość? Cofnijmy się nieco wstecz.

Harry Horlitz z Poczdamu, mieszkaniec Sycowic do roku 1945, w artykule zamieszczonym w niemieckiej prasie w dniu 09.08.2009 roku napisał: „Dla wielu Niemców, którzy w wyniku II wojny światowej stracili kontakt ze swoją ojczyzną, nawiązywanie przyjacielskich relacji z mieszkańcami swojej byłej ojczyzny nie jest zrozumiałe. Ja jako osoba do kontaktów byłych mieszkańców miejscowości Leitersdorf (Sycowice) w Polsce otrzymałem zaproszenie z rąk Sołtysa wsi Pana Cezarego Wocha do wzięcia udziału w święcie wiejskim, zaplanowanym na 06.06.2009 roku w Sycowicach i do wspólnego obchodzenia tego święta, podkreślającego naszą przyjaźń z obecnymi mieszkańcami miejscowości”.

Natomiast w swoich wspomnieniach spisanych w dniu 16.10.2013 roku w Poczdamie, kontynuował: „Nie żywię nienawiści do polskich obywateli, którzy dziś zamieszkują dom moich rodziców, bo oni sami wcześniej zostali wypędzeni/wygnani ze swoich domów. Te okropne dzieje nie mogą się więcej wydarzyć! Moja rodzina ma ogromną nadzieję, że będziemy nadal pielęgnować dobre stosunki pomiędzy Polakami i Niemcami”.

Heinz Pfeiffer, również mieszkaniec Sycowic do roku 1945, na spotkaniu w Berlinie w dniu 5 czerwca 2010 roku, zwrócił się do przybyłych Sycowiczan takimi oto pięknymi słowy:

„Kochani Goście, kochani Mieszkańcy Sycowic, kochani Rodacy! Znowu minął rok i chciałbym Was powitać bardzo serdecznie na naszym spotkaniu. Jest ono szczególne, ponieważ gościmy po raz pierwszy specjalne osoby, gości z naszej miejscowości ojczystej Leitersdorf/Sycowice, których witamy serdecznie. Nie znamy się jeszcze nawzajem zbyt dobrze, jednakże coś nas łączy, a mianowicie miejsce, w którym Wy żyjecie – my się tam urodziliśmy… . Żałujemy bardzo, że do tego spotkania dochodzi dopiero po 65 latach, ale nigdy nie jest za późno. Chcemy wykorzystać najbliższy nam czas, aby nawiązać uczciwe i ludzkie stosunki. Wy wyciągnęliście do nas dłoń, zapraszając nas na święto wsi 6 czerwca 2009 roku. Dłoń tę przyjmujemy dziękczynnie i ściskamy serdecznie. Pragnęlibyśmy, aby ludzie, którzy zamieszkują dziś w Sycowicach, mogli żyć radośnie i szczęśliwie”.

W taki oto właśnie sposób mieszkańcy niewielkiej wsi Sycowice być może ku zaskoczeniu wielu, zmieniają stereotypy i na miarę swoich możliwości świadomie budują bezpieczną i nowoczesną Europę XXI wieku. Mam nadzieję, że nasze doświadczenia posłużą innym, do brania dobrego przykładu i świadomego tworzenia lepszej, wspólnej przyszłości.

Cezary Woch

Tagi:

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Jeden komentarz do artykułu “My i Niemcy…”

  1. Józek

    Wbrew pozorom takich kontaktów mamy w ostatnim czasie coraz więcej. W przypadku Smolna Wielkiego, gdzie mieszkam, nie ma to tak zorganizowanego charakteru.Wizyty byłych mieszkańców to najczęściej owoc prywatnych kontaktów pomiędzy mieszkańcami. Sam niejednokrotnie organizowałem takie spotkania ( ewenementem była nawet wizyta australijskich potomków dawnych mieszkańców Smolna), ale są one jednak rzadkie i sporadyczne. W związku z tym, że od dawna zajmuję się teamtyką historii tej wsi i najbliższych okolic, mam najrozleglejsze kontakty z byłymi mieszkańcami. Opisuję to wszystko na moim blogu- http://www.smolnowielkie.blogspot.com Proszę darować mi autoreklamę, ale uważam, że wzajemne poznawanie polega też na wymianie informacji i poglądów na temat naszej wspólnej historii. Jej odkłamywanie to ważny element naszej współpracy. Nasi goście mieli mgliste pojęcie o tym skąd przybyli nasi pierwsi osadnicy i dlaczego. mijają już powoli ( na szczęście) czasy rewanżyzmu i straszenie powrotem Niemców na te tereny, co widać choćby po wzmożonych kontaktach naszych mieszkańców ale i samorządów z partnerami z Niemiec.

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.