Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Dzieci na sprzedaż

Dzieci na sprzedaż

źródło zdjęcia: sxc.hu

Piotr Kuliński część 2

Bauer w Skobielicach prowadził duże gospodarstwo, miał 3 konie, kilkanaście krów, świnie i drób. Od początku wojny był całkowicie pewny  zwycięstwa Hitlera i inwestował w swoją gospodarkę. Miedzy innymi kupił bardzo nowoczesną na tamte czasy maszynę do młócenia, która nie gniotła słomy. To był wtedy prawdziwy hit aby przed wojną mieć taką maszynę. Założył 2-hektarowy sad. Muszę się jeszcze na starość przejechać do tego sadu i spróbować chociaż jednego jabłka. Dzisiaj dziwię niezmiernie, się skąd u tego Niemca była taka pewność w zwycięstwo III Rzeszy.

Niedaleko gospodarstwa w Skobielicach gdzie pracowałem był las należący do Chełmna, w którym Niemcy rozstrzelali nauczycieli z Koła. W czasie wojny co drugi dzień Niemcy przywozili tam transporty Żydów, którym kazali się rozbierać, a później  tam ich zabijali i palili. Czasami do tego lasu Niemcy zapędzali Żydów po drzewo. Widziałem wtedy, że mają ogolone głowy i poprzybijane pieczątki na głowach. Zapytałem się mojego Bauera czemu oni tak wyglądają, a on odpowiedział Nie interesuj się tym, bo Tobie ogolą głowę i pieczątkę przybiją.

Napoczątku służby u Bauera nie miałem się źle. Głównie pasłem krowy i pomagałem w lekkich pracach. Wehrmacht wygrywał na wszystkich frontach więc i nastroje u Niemców też były dobre. Jednak gdy Niemcy zaczęli przegrywać i widmo klęski stało się realne, sytuacja także u mojego Bauera się pogorszyła. Powołano go do wojska, a ja musiałem zacząć pomagać we wszystkich pracach gospodarskich jak dorosły mężczyzna.

Bauera wzięli do Züllichau (Sulechów) ale nie jako poborowego tylko bardziej rezerwistę i podczas jednego z bombardowań został ranny. Wywieźli go do szpitala w Berlinie. Bauerka jeździła do Berlina odwiedzać go w szpitalu. Gdy wracała to opowiadała jaki straszny głód tam panuje. Za zegarek można było dostać kawałek chleba albo mięsa. Później, już dokładnie nie pamiętam kiedy, dwóch żołnierzy przywiozło Bauera ze szpitala do domu na tzw. domową kurację. Bauerka kazała zabić gęś i koguta, które dała tym wojskowym. Młodzi żołnierze bardzo jej za to dziękowali.

Na przełomie lata i jesieni 1944 roku gdy Rosjanie byli pod Warszawą, to w lasku koło Chełmna niemieccy żandarmi wysadzili piece krematoryjne, żeby zatrzeć ślady zbrodni na Żydach i spędzili tam bardzo dużo dzieci – sierot z Warszawy, których rodzice zginęli w powstaniu i ogłosili, że sprzedają dzieci. Te skur… chciały po prostu zarobić. Ludzie kupowali dzieci, bo bali się, że je pozabijają. Moja macocha też kupiła dwoje, chociaż bieda była straszna. Żandarmi powiedzieli, że oddadzą dzieci dopiero jak wszystkie sprzedadzą, żeby nie tęskniły, a te gnoje pieniądze wzięli i dzieci pozabijali. Nie mogli ich spalić, bo piece były wysadzone to  pochowali je w masowych grobach.

Kiedy Rosjanie weszli do Koła to spędzili Niemców którzy nie zdążyli uciec i kazali im wykopywać ciała oraz zbijać trumny. Wtedy przyjechał jakiś oficer i zaczął opieprzać tych co pilnowali Niemców, gdzie mają rękawice. A jeden z Ruskich odpowiedział to są Niemcy i mogą kopać gołymi rękami. A oficer na to my jesteśmy Polakami i nie będziemy robić tak jak Niemcy. I gdzieś załatwili rękawice dla Niemców.

Za 5 lat służby na gospodarstwie i pomoc w ucieczce przed frontem Bauer kupił mi tylko jedne sapogi (buty). A tak pracowałem tylko za jedzenie.

W styczniu 1945 roku nastroje wśród Niemców były bardzo złe. Wiedzieli, że wojnę przegrają i bardzo bali się nadciągających Sowietów.

Pamiętam, że któregoś dnia, gdy front był już blisko Koła i Niemcy szykowali się do ucieczki, Bauer dostał list zawiadamiający o zakończeniu jego rekonwalescencji w domu i musi się stawić w wyznaczonej jednostce. Kazał Mietkowi dowiedzieć się jak jeżdżą pociągi, bo stacja była odległa o 3 kilometry od gospodarstwa. Mietek zapytał się go po co ci teraz pociąg? A Bauer na to do jednostki muszę się stawić. Mietek rzucił przed nim czapką i powiedział chłopie czyś ty głupi, przecież Hitlera już nie uratujesz.

Jeszcze tego samego dnia Bauer przyszedł do nas do służby i powiedział jest rozkaz, że wszyscy mają uciekać. Żadnego rozkazu nie było tylko dwóch żołnierzy zastukało w okno i powiedzieli fahren nach Deutschland. Russen komm hier.

Zapakowaliśmy na wóz najcenniejszy dobytek i rodzinę Bauera. Mietek Kos i służąca zapytali się po tym czy oni też mają uciekać. A Bauer na to rozkaz był że wszyscy. Jednak Mietek i służąca uciekli już w pierwszą noc. Mnie nic nie powiedzieli i uciekli sami. Rano ruszyliśmy w dalszą drogę.

Bauer miał 3 konie i jak jechaliśmy to dwa ciągnęły, a trzeci szedł z tyłu i odpoczywał. Pamiętam też pewną groźną sytuację, gdy byliśmy już na dawnej polskiej granicy. Całą noc jechał Bauer, a ja spałem. Rano Bauer mnie obudził żebym chwilę przeszedł się przy wozie i rozbudził, a później go zmienił; a on się wtedy zdrzemnie. Jechaliśmy taką wąską drogą, a z tyłu nagle jedzie ciężarówka i trąbi. Bauer nie zdążył zjechać jak ta ciężarówka zahaczyła o nasz wóz. Dobrze, że nie siedziałem na tym wozie, bo po zderzeniu z ciężarówką przypominał bocianie gniazdo. Żona Bauera z dziećmi i stary Niemiec pospadali na ziemie. Matka Bauera zmarła w drodze dzień wcześniej i wieźliśmy jej zwłoki. Pochowaliśmy ją później w Sulechowie. Nawet nie pochowaliśmy tylko położyliśmy z innymi trupami na ulicy. Jeszcze ja musiałem pomagać i nieść ją za nogi.

W czasie uderzenia auta w wóz to szarpnęło koniem z tyłu tak mocno, że upadł i uderzył głową o bruk. Padł nieprzytomny. Wszyscy zresztą myśleliśmy, że nie żyje. To był piękny duży czarny koń. Nazwaliśmy go Gross – po polsku Duży. Próbowaliśmy go podnieść ale nie chciał wstać. Z ciężarówki wyskoczyli Niemcy i kazali szybko zepchnąć wóz, żeby nie tarasował drogi. Nagle koń zaczął przewracać oczami. W tym czasie oficer z ciężarówki wyciągnął pistolet i krzyknął alles raus – wszyscy odejść. I co mi się wtedy stało to do dzisiaj nie wiem. Gdy ten oficer wyciągnął pistolet, to ja podleciałem i złapałem konia za głowę i klepię go wstań Duży, wstań Duży. Wtedy koń wstał na nogi i poderwał mnie do góry. Oficer schował pistolet, podszedł do mnie i poklepał gut Junge – dobry chłopak. Ściągnął swoje skórzane rękawiczki i mi je dał mówiąc Bitte!

Po tym zdarzeniu Bauer powiedział do mnie chodź Pioter musimy zepchnąć ten wóz do miejscowości, a najbliższe domy były 100 metrów od nas. Jednak naszego wozu nie dało się już pchać. Poszliśmy do miejscowości po jakiś inny wóz. Przyciągnęliśmy go i się przepakowaliśmy.

Gdy byliśmy na terenie Niemiec spróbowałem uciec jak Mietek Kos i służąca. Wieczorem obrządziłem konie, a Niemiec poszedł z rodziną spać do mieszkania. Uciekłem. Doszedłem do mostu na Obrze, a tam niemieccy żołnierze pilnują mostu i wołają zurück – wracać. Wróciłem do Bauera i nie uciekałem więcej. Do tego Bauer mnie jeszcze postraszył Pioter ty nie uciekaj, bo Niemcy są nerwowi i mogą Cię zabić. Trzeba było wtedy mądrze uciekać a nie tak jak ja bez żadnego przygotowania.

Następnego dnia dotarliśmy do Gross Schmoellen – Smolno Wielkie, gdzie skończyliśmy ucieczkę i zapytałem Bauera to nie jedziemy dalej? A on Pioter już nie ma gdzie uciekać – tu są już Niemcy. Zakwaterowaliśmy się u Niemki, która mieszkała sama. Ja dostałem swój własny pokój.

 Adam Maziarz

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.