Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Pan Komendant MO w Brodach

źródło zdjęcia: A. Włodarczyk

Kiedy z poznańskiego IPN-u dostałem komplet dokumentów poświęconych działalności trzeciego z kolei Komendanta MO w powojennej gminie Brody, /do której należały między innymi Nietkowice, Będów i Sycowice/, byłem zaskoczony ogromem materiału „wyprodukowanego” przez komunistyczne władze politycznej represji. Dokumenty te infiltrowały we wszystkich możliwych kierunkach nie tylko konkretną osobę, ale wszystkich ludzi z którymi osoba ta miała jakąkolwiek styczność. Sposób zadawania pytań przez funkcjonariuszy MO i UB jak również treść obowiązkowych do wypełnienia ankiet, nie dawała cienia złudzeń czemu one mają służyć. Dokumenty te łamały ludziom nie tylko kariery, ale mogły zabrać również życie, mogły też w nieprawdopodobny sposób wywindować w górę służalców i sprzedawczyków. Miały jednak jeszcze jedną niezwykle istotną dzisiaj wartość która z całą pewnością nie była intencją ich twórców: pokazywały morale, poglądy, wykształcenie i preferencje ludzi na których opierała się komunistyczna władza powojennej Polski, ludzi którzy tworzyli trzon „władzy ludowej”!
Albin Wojciulewicz urodził się 07.04.1921 roku w Suwałkach w rodzinie robotniczej. Ukończył 7-klasową szkołę powszechną i rozpoczął terminowanie elektromonterskie. W swoim życiorysie załączonym do podania o przyjęcie w szeregi MO” zasugerował, że „w roku 1939 wstąpił w bliżej nie określone „szeregi strzeleckie”, a podczas wojny polsko niemieckiej brał czynny udział w walce z Niemcami. Po zdziesiątkowaniu nas wrócił do domu i pracował jako robotnik”. Oczywiście skłamał, bo nie był uczestnikiem żadnych walk z Niemcami, co jednoznacznie podkreślał we wszystkich ankietach które w przyszłości przyszło mu wypełnić. Faktycznie po krótkim okresie pracy w Suwałkach pracował w Berlinie w Firmie A.E.G. jako elektromonter, a pod koniec wojny powrócił ponownie do Suwałk. Jest to zastanawiające, ponieważ w roku 1944 miał 23 lata i jako Polak dziwnym trafem nie wąchał dotąd prochu, w przeciwieństwie chociażby do kilkunastoletnich chłopców z Powstania Warszawskiego.
W dniu 15.10.1944 roku został przyjęty w szeregi MO, a Dowódca Plutonu Szkolnego Komendy Powiatowej w Suwałkach po ukończeniu obowiązkowego kursu wydał mu opinię mieszczącą się w jednym zdaniu: „zdyscyplinowany, pilny, obowiązkowy, karny, wyszkolony dobrze, ogólnie dobry, awansowany do stopnia kaprala”. Innej opinii nie mógłby zresztą wydać, bo nie byłby zaraz dowódcą plutonu szkolnego…. . Do dalszej służby został skierowany do Wojewódzkiej Komendy MO w Poznaniu gdzie pracował w magazynie uzbrojenia skąd w sierpniu 1945 roku został przeniesiony do dyspozycji Komendy Powiatowej MO w Krośnie Odrzańskim. W październiku 1945 roku zwrócił się do Komendanta Wojewódzkiego MO w Poznaniu z prośbą o wyrażenie zgody na zawarcie związku małżeńskiego na co otrzymał stosowną akceptację. Początkowe opinie pisane zza biurka przez milicyjnych urzędasów były zaskakująco dobre, a w rzeczy samej fałszujące rzeczywistość. Na przykład: środowisko w którym przebywał zostało scharakteryzowane jako ludzi o zdrowych zasadach, stosunek do służby- oddany i ofiarny, stosunek do Związku Radzieckiego – przyjazny, poczucie odpowiedzialności – silnie rozwinięte, doświadczenie życiowe – bogate, znajomość swoich obowiązków – doskonała, wyniki pracy – poważne, moralnie czysty, nie przekupny, nałogi – żadne, stosunek do przełożonych – karny, do podwładnych – koleżeński, wymagający i rzeczowy itd. itp., byle tylko kadrowej biurokracji stało się zadość…. .
Sytuacja radykalne zmieniła się od chwili kiedy skierowano go na Komendanta Komisariatu MO w Brodach. Tu już opinii pro forma nie pisali wojewódzcy urzędnicy, ale milicyjni politrucy mający doskonałe rozeznanie w terenie. Zresztą Pan Komendant puszczony na samodzielną głęboką wodę w krótkim okresie czasu dał się poznać kim był naprawdę i co sobą reprezentował… .
Zapisał się do Polskiej Partii Robotniczej i jako przedstawiciel lokalnej władzy nadużywał jej do woli. Jak zeznaje jeden ze świadków Pan Komendant przyjechał do niego w porze obiadowej, zażyczył sobie „nafutrowania” konia i przekazania „metra” pszenicy która trafiła do jego rodziny. Oczywiście nie pogardził zaproponowanym mu obiadem. Pił na Komisariacie i poza nim tracąc resztki autorytetu wśród podwładnych i miejscowej ludności. Pewnego razu pojechał do Trzebiechowa i zatrzymał się u któregoś z gospodarzy. Był już wtedy nieco podpity, poprosił jednak o nakarmienie konia, zjadł z domownikami obiad i powiedział, że jest tu służbowo aby rozprawić się z pewną Niemką. Według dokumentów zachowanych w archiwach IPN, wyszedł z domu i po krótkim czasie przyprowadził zastraszoną 46 letnią kobietę której zarzucił jakieś absurdalne przewinienia. Następnie zachowując się przy tym jak zboczeniec wyprowadził ją z domu i grożąc bronią zgwałcił, co potwierdziło kilku naocznych świadków. Innym razem temu samemu gospodarzowi domu który miał do niego jakieś uwagi przystawił pistolet do głowy, ale na szczęście broń tą odebrał mu jego zastępca który był przy tym obecny.
Ciekawe zdarzenie z udziałem Pana Komendanta miało miejsce w kwietniu 1946 roku w Sycowicach. Dwaj żołnierze przemieszczali się furmanką wykonując zadanie służbowe. We wsi Sycowice zostali zatrzymani przez dwóch pijanych osobników ubranych w płaszcze wojskowe, ale bez pasów. Jeden z nich w kieszeni miał pistolet, a drugi na ramieniu karabin. Zażądali wylegitymowania się i okazania rozkazu wyjazdu. Rezolutny żołnierz odpowiedział, że nie wie z kim ma do czynienia i również poprosił o wylegitymowanie się pytających. Jeden z osobników powiedział, że jest Komendantem Komisariatu MO w Brodach, a drugi to jego zastępca. Ponieważ jednak nie chcieli okazać żadnych dokumentów, żołnierze poprosili ich aby nie stwarzali im przeszkód bo wykonują zadanie służbowe. Wtedy obaj osobnicy zarepetowali broń i skierowali ją w kierunku żołnierzy. Akurat w tym momencie nadjechała druga furmanka z dwoma pozostałymi żołnierzami, co rozproszyło nieco uwagę gierojów. Najstarszy stopniem żołnierz widząc, że to nie przelewki, wydał rozkaz do obezwładnienia uzbrojonych pijaków co błyskawicznie uczyniono. Wtedy towarzysząca pijakom kobieta /przypuszczalnie kochanka Pana Komendanta/ oburzona takim zachowaniem żołnierzy krótko skomentowała zaistniałą sytuację : „co to za wojsko, co to za demokracja, ona pier… li taką demokrację…”. Następnie żołnierze udali się do Radnicy składając stosowny meldunek swojemu dowódcy. Ten wydał rozkaz natychmiastowego powrotu na miejsce zdarzenia i aresztowania obu zadymiarzy.
Barwna służba Pana Komendanta zainteresowała bliżej milicyjnych politruków którzy wydali mu następującą opinię: umysłowo średnio rozwinięty, do nauki niezbyt chętny, jest nałogowym pijakiem, wśród społeczeństwa nie posiada wyrobionego autorytetu, lubi kobiety będąc przy tym gwałtownego usposobienia, ostatnio znajdował się na posterunku w Gęstowcu i po opuszczeniu tegoż zostawił tam jeden bałagan oraz popełnił niewielkie nadużycia. W pracy liniowej nie wykazuje żadnej aktywności i brak mu przy tym własnej inicjatywy. Do Rządu Jedności Narodowej odnosi się nieprzychylnie, ale nie zadaje sobie trudu aby śledzić Jego osiągnięcia…. Na wydarzenia polityczne nie reaguje, co nie pozwala mu orientować się w sytuacji ogólno politycznej, W stosunku do przełożonych odnosi się grzecznie i służbowo, natomiast do milicjantów jest opryskliwy i despotyczny i nie posiada do nich należytego podejścia. Całą robotę papierkową robi za niego zastępca. Do Związku Radzieckiego ustosunkowany przychylnie. O swój wygląd zewnętrzny dba bardzo, mając jedno dziecko z pewną kobietą w Suwałkach, ożenił się na Zachodzie. Ostatnio przyjechała była żona i musi jej płacić alimenty. Jest usposobienia gwałtownego i porywczego co odbija się na milicjantach. W wyniku takich i podobnych opinii Wojewódzka Komisja Weryfikacyjno – Personalna uznała za stosowne usunięcie ob. Wojciulewicza z szeregów MO jako: pijaka, szabrownika, a także w związku z przemocami i nadużywaniem praw służbowych, a także jako źle usposobionego do obecnego rządu… . Miało to miejsce w dniu 13.12.1946 roku. Pikanterii sprawie dodaje fakt iż w połowie lat 70 – tych Pan Komendant zwrócił się do Działu Kadr Komendy Wojewódzkiej MO w Zielonej Górze o wydanie zaświadczenia o przebiegu służby dla potrzeb ZBOWiD. W odpowiedzi otrzymał zaświadczenie następującej treści: „ Niniejszym zaświadcza się, że ob. Wojciulewicz Albin jako funkcjonariusz MO brał w latach 1944 – 1946 udział w walce z bandami i reakcyjnym podziemiem”. Takich przypadków i takich ludzi było znacznie więcej, ale to już zupełnie oddzielne historie…. .

Cezary Woch

Uwaga!
Wszystkie opinie, fakty i zdarzenia, opisane zostały na podstawie dokumentacji zachowanej w archiwach IPN.

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

2 komentarze do artykułu “Pan Komendant MO w Brodach”

  1. Cezary

    Dziękuję Panu Andrzejowi Włodarczykowi za udostępnienie umieszczonego na czołówce zdjęcia. Pochodzi ono z albumu rodzinnego potomka jednego z milicjantów, który służył na posterunku w Brodach w latach 1945 – 1947.

  2. Andrzej

    Pan Komendant zmarł 1 stycznia 1987 roku i został pochowany na Cmentarzu Górczyńskim w Poznaniu

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.