Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Jak zbudowałem świetlicę wiejską w Sycowicach…. cz.1

źródło zdjęcia: Cezary Woch

Ten prowokujący tytuł nie jest przypadkowy, a jest wręcz konieczny w sytuacji kiedy przedmiotowa budowa dobiega końca, a wielu zaczyna przypisywać sobie zupełnie niezasłużone zasługi i szykować się do przecinania wstęgi… .
Zacznijmy od początku. Wszelkie inwestycje w Sycowicach, a budowa świetlicy jest tego przykładem nigdy nie miały szczęścia, ponieważ zawsze brakowało 60 sztuk do kopy… . Nie mała w tym wina samych mieszkańców Sycowic którzy klub i świetlicę położoną w pobliżu kościoła doprowadzili do zupełnej degradacji i nieodwracalnej ruiny. Jak do tego doszło niech odpowiedzą sobie sami… .
Taka postawa była dla Gminy bardzo na rękę ponieważ umożliwiała jej lokalizowanie znakomitej większości inwestycji po drugiej stronie Odry, w sytuacji kiedy w Sycowicach nikt się o nic nie upominał. W efekcie zrujnowany obiekt trzeba było pośpiesznie sprzedać, a świetlicę prowizorycznie zlokalizować w połowie budynku po byłej szkole.
Drugą połowę, a nawet nieco więcej, sprzedano prywatnym osobom w skrajnie nieprzemyślany sposób uniemożliwiający w przyszłości jakiekolwiek w nią inwestowanie, o czym przekonano się niebawem. Do mankamentów należało zaliczyć części wspólne takie jak: kotłownia, holl, oraz brak właściwych warunków do urządzenia zaplecza, to jest sanitariatów i niezwykle potrzebnej kuchni.
Prowizoryczną lokalizację całkowicie rozkładał zakaz organizowania imprez integracyjnych po godzinie 22 – giej ze względu na konieczność zachowania ciszy nocnej. Budynek również mocno zaniedbany z nieszczelnymi lub całkowicie brakującymi oknami, grzybem na ścianach, brakiem ciepłej wody w toalecie, więcej niż prowizoryczną kuchenką, prowizorką w sanitariatach itp.
Próbę ratowania sytuacji po raz pierwszy podjął były radny Grzegorz Rychwalski który zorganizował wymianę nieszczelnych okien w dwóch pomieszczeniach świetlicy. Z powodów finansowych o wstawieniu brakujących okien na strychu nie było mowy, a woda z zacinającego deszczu często zalegała na podłodze poniższej kondygnacji… . Taki stan rzeczy nikomu z mieszkańców nie przeszkadzał, a jedyną osobą która się tym przejmowała była Pani Anna mieszkająca w pobliżu.
W takiej oto sytuacji około 10 lat temu podjąłem próbę wypromowania koncepcji umożliwiającej wybudowanie nowego budynku świetlicy. Zgłosiłem taki zamiar Burmistrzowi który wstępnie zaakceptował pomysł i należało jedynie oczekiwać na pierwszy etap jego realizacji. Przez pierwsze dwa lata nie chcąc być zbyt namolnym jedynie delikatnie przypominałem o podjętym i obiecanym zamierzeniu. W odpowiedzi otrzymywałem nic nie znaczące zapewnienia, że już niedługo, już za chwilę, że wkrótce zabieramy się do realizacji zadania.
W między czasie samodzielnie /a powinni to robić mieszkańcy przy współudziale sołtysa…/ opracowałem 30 stronicowy Plan Odnowy Miejscowości który mógł mieć zasadnicze znaczenie przy realizacji jakichkolwiek inwestycji ze wsparciem unijnym. Jestem absolutnie przekonany o tym, że obecny sołtys nie ma o nim najmniejszego pojęcia, a o samodzielnym opracowaniu takiego dokumentu nie mogło by nawet być mowy… .
W jednym z zapisów zawarłem konieczność budowy nowego obiektu świetlicy jako obligatoryjny warunek poprawy jakości życia mieszkańców, ich integracji i podniesienia na wyższy poziom życia kulturalnego wsi. Pamiętam doskonale, że Burmistrz przekonywał mnie mocno aby zapis ten zmienić na: „adaptację budynku gospodarczego” /starej stodoły/ na świetlicę wiejską z uwagi na możliwość łatwiejszego pozyskania kredytu. W tym czasie forma zapisu była dla mnie zupełnie obojętna, ważne było natomiast osiągnięcie zakładanego celu.
Znowu zaczęły mijać kolejne lata, a Gmina nie zrobiła jakiegokolwiek ruchu w kierunku realizacji założonego zamiaru. W tej sytuacji zacząłem naciskać Burmistrza który tym razem zaczął stosować taktykę uników. Między innymi rozpoczął rozpowszechnianie jakichś teorii o nieopłacalności projektu, dużych jego kosztach, braku zainteresowania i małej aktywności mieszkańców wsi.
W tym akurat miał rację bo aktywność, zgranie i integracja mieszkańców Sycowic była i dalej jest bliska zeru. Aby mieć podstawę do wyeliminowania pomysłu budowy świetlicy i aby wszystko wyglądało lege artis , zlecił Dyrektorce Gminnego Domu Kultury przeprowadzenie „analizy ekonomicznej” polegającej na oszacowaniu kosztów utrzymania obecnego budynku świetlicy to jest: kosztów energii elektrycznej, opału, opłaty palacza oraz osoby prowadzącej zajęcia z dziećmi, a także bieżących napraw i remontów, w porównaniu z ilością korzystających ze świetlicy maluchów…. . Oczywiście analiza ta wypadła blado, co było podstawą do tego aby wysnuć „merytorycznie uzasadniony wniosek”, że budowa nowego budynku świetlicy w Sycowicach jest ekonomicznie nieopłacalna i, że budowy żadnej nie będzie o czym zostałem w sposób jednoznaczny poinformowany.
Cóż było robić? Na moją prośbę Dyrektorka Gminnego Domu Kultury przeznaczyła kilkaset złotych na odświeżenie świetlicy we własnym zakresie. Zakupiono niezbędne materiały, odmalowano pomieszczenia i podłogi, poprawiono instalację grzewczą, elektryczną i sanitariaty, z funduszu sołeckiego wymieniono i uzupełniono brakującą stolarkę okienną, ale była to kropla w morzu potrzeb która rozwiązywała problem doraźnie, ale nie rozwiązywała problemu zasadniczego.
Takie działania nie wszystkim się jednak podobały, a rej w negowaniu tych przedsięwzięć, a szczególnie w kwestii uzupełnienia brakujących okien wiodła jedna z czterech w tym czasie sklepowych i skupiona wokół niej grupa mieszkańców zwanych przez niektórych Gangiem Olsena. Osoby te uzurpowały sobie prawo do „trzęsienia wsią” i hałaśliwie podnosiły problem, że na ten cel wydane zostały „ich – wioskowe pieniądze” , a wydatek ten powinna całkowicie sfinansować Gmina.
Grupa ta zawsze nieobecna na jakichkolwiek zebraniach czy nie uczestnicząca w jakichkolwiek przedsięwzięciach w nieświadomości swojej w ogóle nie brała pod uwagę faktu, że fundusz sołecki to też są pieniądze „gminne”, a wydatkowane ich na doraźny remont świetlicy i wstawienie brakujących okien było wydatkiem jak najbardziej celowym i uzasadnionym. Celowość takich działań była szczególnie uzasadniona w sytuacji kiedy zaistniały okoliczności w których na nic innego nie mogliśmy liczyć, a również dlatego, że ten nie spełniający jakichkolwiek standardów przybytek miał nam służyć dalej.
Na marginesie tej sytuacji należy zauważyć, że każdy wiejski sklep jest na ogół „bankiem” i rozsadnikiem informacji i plotek co przesiadująca bezproduktywnie sklepowa wykorzystywała zabijając czas czynieniem zamieszanie w głowach zupełnie zdezorientowanych w sprawie ludzi. Szło jej to wyjątkowo gładko bo dysponowała dość istotnym argumentem: zeszytem na krechę… . Powróćmy jednak do zasadniczego tematu.
Kiedy na ściany pomieszczeń świetlicy zaczął wychodzić grzyb, ponownie zwróciłem się do Burmistrza aby z tym fantem jednak coś zrobić. Burmistrz podchwycił pomysł, a nawet zaczął roztaczać wizję remontu kapitalnego łącznie z wyburzeniem środkowej ściany łączącej dwa duże pomieszczenia celem uzyskania przestronnej sali, przebudowy węzła sanitarnego i kuchennego oraz wygłuszenia ściany sąsiadującej z mieszkaniem prywatnym co umożliwiłoby organizowanie imprez po godzinie 22-giej.
Bagatelizował i uznawał za nieistotne moje sugestie, że najpierw należałoby zbadać możliwości wytrzymałościowe konstrukcji i dogadać się ze współwłaścicielami budynku które to okoliczności w konsekwencji okazały się decydujące w sprawie.
Rozpoczęcie inwestycji warunkował jednak opłaceniem projektu przebudowy z funduszu soleckiego, co jest jak najbardziej legalną i powszechnie stosowaną praktyką. Kierując się dobrą wiarą, dużego wsparcia w tym zamyśle ponownie udzieliła Dyrektorka Gminnego Domu Kultury która kilkakrotnie uczestniczyła w zebraniach przekonując mieszkańców, że w chwili obecnej jest to jedyny kierunek poprawy sytuacji.
Kiedy projekt przebudowy został wykonany i opłacony przez Gminę z funduszu sołeckiego Sycowic, na etapie uzyskiwania pozwolenia na budowę okazało się, że nie jest możliwe dokonywanie zmian konstrukcyjnych /powiększenie sali głównej/, a na dodatek na jakiekolwiek zmiany zgody nie wyrażają lokatorzy będący udziałowcami „części wspólnych”. Jest jakimś nieporozumieniem, a nawet niekompetencją, że przewidywane przez projektantkę niewielkie koszty adaptacji z kwoty około 35 tysięcy złotych nieprzewidywalnie rozrosły się do kwoty ponad 150 tysięcy złotych. Powstała sytuacja patowa bo remont diabli wzięli, a pieniądze sołeckie przepadły z ewidentnej winy Gminy! Nadzieje związane z jej remontem opisałem w artykule zamieszczonym na http://sycowice.eu/index.php/2016/12/14/nasza-swietlica/#more-4909, W tej sytuacji ponownie uaktywniła się sklepowa i motywowany przez nią Gang Olsena sugerując, że za te utracone pieniądze powinno się było zakupić namiot na kilkadziesiąt osób, albo jakąś wiatę. Wielu mieszkańców doskonale wiedziało jednak o tym, że wietrzyła w tym swój własny interes polegający na tym, że wypełniony szczelnie biesiadnikami namiot generował by obroty w sklepie, ponieważ biesiadnicy owi alkohol zakupywali by właśnie u niej… . Dowodem na to jest, że w podobnych sytuacjach sklep był zawsze otwarty do oporu…. . Na dodatek Gang Olsena zaczął rozpowszechniać z gruntu fałszywe insynuacje, że dofinansowanie świetlicy z funduszu sołeckiego jest wstępnym etapem do jej sprzedania osobom prywatnym posiadającym już część budynku.
Dowodem na skrajne niezrozumienie sytuacji, brak jakiejkolwiek współpracy i wsparcia, czynienie niepotrzebnego i szkodliwego zamętu co było efektem działania sklepowej i Gangu Olsena, był komentarz niejakiej Ani zamieszczony pod powyższym artykułem: „ Czytam i nie wierze ze przez pana dwa fundusze przepadly mogl byc namiot albo wiata a panskie dzialania doprowadzily do tego ze nasza swietlica idzie pod mlotek”. W powyższej trudnej sytuacji żaden z mieszkańców, w tym rzeczony już Gang Olsena nie miał pomysłu co z tym problemem robić dalej. Daleko prościej było krytykować, jątrzyć i zza winkla rzucać pod nogi kłody, niż zaproponować i zrealizować coś pożytecznego. Poza tym przywykli do bylejakości i beznadziejności ludzie, nie mając wiary w jakiekolwiek zmiany nawet nie ośmielili się sugerowania jakichkolwiek rozwiązań. Cóż mógł także zrobić samotny człowiek nawet z najbardziej szlachetnymi intencjami w sytuacji kiedy dodatkowo miał dwóch wrogów: „zewnętrznego” i o zgrozo swojego, „wewnętrznego”… . Pomimo tych skrajnie niesprzyjających okoliczności, po raz kolejny działając samotnie i bez niczyjego wsparcia, podjąłem kolejną próbę doprowadzenia do wybudowania nowej świetlicy wiejskiej.

Cezary Woch

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

2 komentarze do artykułu “Jak zbudowałem świetlicę wiejską w Sycowicach…. cz.1”

  1. Gang olsena

    Nikt sobie nic nie przypisuje. Dobrze wiemy ze Panska zasluga jest ogromna w wybudowaniu swietlicy.Panie Czarku pora dać spokoj i żyć wlasnym życiem nie życiem wsi.

  2. Cezary

    Bardzo dziękuję za radę i jestem zdziwiony, że pochodzi ona od Gangu Olsena…. 🙂 . Ponieważ w Sycowickiej „przestrzeni publicznej” jest wiele fałszywych i złośliwych interpretacji, bezrozumnej zawiści, nawet podłości, a również kłód pod nogi które niektórzy systematycznie mi podrzucają chełpiąc się tym i ekscytując, tym artykułem chcę postawić kropkę nad „i”. Proszę uważnie przeczytać wszystkie 3 części tego artykułu /część trzecią opublikuję w sobotę/ i prześledzić drogę którą przebyłem. Gang Olsena i jego nierozumne złośliwości są niczym w porównaniu z przeszkodami zewnętrznymi które należało pokonać. Jestem absolutnie przekonany o tym, że nikomu innemu by się to nie udało, nikomu by się nie chciało i dlatego nikt nigdy nie próbował rozwiązać tego problemu. Mnie osobiście świetlica nie jest potrzebna. Potrzebna jest Wam i Waszym dzieciom i jestem bardzo szczęśliwy kiedy ją widzę i kiedy będę widzieć, że wypełni się gwarem i zatętni w niej życie, ale to już Wasze dzieło. Jeśli tak się stanie to oznaczać będzie, że cel został osiągnięty i to dla mnie największa nagroda. Nie zamierzam więcej do tego wracać, chciałbym jedynie aby pewne sprawy postawić jasno i klarownie. Przy okazji miałem sposobność poznania ludzi zarówno szlachetnych jak i nikczemnych i to z obu stron. To wielkie życiowe doświadczenie, ale nikomu nie życzę drogi którą przebyłem. Przy okazji proszę nie sugerować mi abym nie przejmował się sprawami wsi. Sycowice są mi bliskie bo to jest moja mała Ojczyzna, a niewielu jest takich którzy podzielają mój pogląd. Pewnie, że potrzebny jest spokój i życie „własnym życiem”. Właśnie to robię, buduję teraz coś dla siebie 🙂 , chociaż żal mi możliwości wybudowania jeszcze chociażby ścieżki rowerowej do dworca kolejowego w Radnicy /dla Waszego bezpieczeństwa/ i dalej do Krosna Odrzańskiego, bo to było bardzo realne. Tego raczej już nikt nie ruszy, no ale trudno, świata nie zbawię. Chciałbym też bardzo aby ludzie zrozumieli, że nie wszystko nam się należy /bo inni to mają…/. Chciałbym aby zrozumieli, że „coś” dobrego może być, ale wcale nie musi i, że o to dobro trzeba nieraz mocno zawalczyć. Wtedy należy pomóc, a nie przeszkadzać… . Jeszcze raz dziękuję za radę…

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.