Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Pszczoły które kocham…

grzyby 2013 001

źródło zdjęcia: Cezary Woch

Moja przygoda z pszczołami sięga już dziesiątków lat, a muszę przyznać, że „chodzenie” koło pszczół nie jest wcale umiejętnością ani łatwą, ani taką której można nauczyć się jedynie z podręczników. W mojej najbliższej rodzinie nikt pszczół nie hodował i była to dla mnie przeszkoda numer 1 dla poznania biologii i sposobów obcowania z tymi pożytecznymi owadami. Ul jak wygląda każdy widzi, ale jak jest zbudowany w środku, w jaki sposób funkcjonują tam pszczoły i jak w najmniej dla nich kolizyjny i bezpieczny sposób można się tam dostać, to już sprawa znacznie bardziej poważna. Poza tym trzeba pokonać lęk przed użądleniami. Zdecydowanie korzystniej jest, jeśli do ula zagląda się początkowo w towarzystwie ojca lub dziadka, znacznie gorzej, jeśli robi się to samemu uzbrojonemu jedynie w wiedzę teoretyczną. Niestety, byłem pozbawiony takiego komfortu…. . W takich przypadkach zasada numer 1 to absolutny spokój, powolne ruchy, unikanie miażdżenia pszczół przy okazji robienia przeglądów, wyciągania ramek czy przekładania korpusów. Przygnieciona pszczoła wydziela jad który jest sygnałem niebezpieczeństwa i wezwaniem do ataku pozostałych pszczół. Użądlenie pszczoły związane jest z zerwaniem przez nią własnego żądła, co kończy się jej śmiercią. Pszczoła jednak dla ratowania swojej rodziny gotowa jest w każdej chwili poświęcić swoje życie… .Tak samo reagują pszczoły na obce zapachy takie chociażby jak zapach cebuli, alkoholu czy markowych kosmetyków. Wyczuwają zdenerwowanie czy przemęczenie pszczelarza objawiające się charakterystycznym poceniem. Wtedy może rozpocząć się ich wściekły atak i nic nie pomoże nawet podkurzacz – osobista broń pszczelarza…. Jednak po opanowaniu elementarnych zasad „chodzenia koło pszczół” można wśród nich czuć się bardzo bezpiecznie. Najszczerzej wyznam, że pracę w pasiece przedkładam nad jakąkolwiek pracę z ludźmi… . Wielokrotnie zdarzało mi się, że pszczoła weszła mi pod koszulę jednym rękawem i bucząc groźnie przemaszerowała do góry, przeszła po nagich plecach i wyfrunęła spod mankietu drugiego rękawa… . Ciekawe prawda? Trzeba jedynie wytrzymać nerwowo… . Ale miałem też przypadek, że użądliło mnie jednocześnie chyba ze 30 pszczół. Nic specjalnego się nie działo oprócz tego, że ręka spuchła jak bania, a napięta do granic możliwości skóra mało mi nie popękała… . Na skutek gwałtownego obniżenia ciśnienia i spowolnienia akcji serca robiło mi się słodko i słabo, a żona „pocieszała mnie jeszcze”, że w telewizji słyszała, iż 10 pszczół zabija osła… . Ale jakoś przeżyłem bez pomocy lekarza… . Warto przy okazji wiedzieć, że niewielkie dawki jadu pszczelego skutecznie obniżają ciśnienie tętnicze i doskonale działają na schorowane stawy. Od wczesnej wiosny uwielbiam obserwowanie zachowania się rodzin pszczelich. Jeśli przezimują dobrze, począwszy od zakwitnięcia pierwszych kwiatów rozpoczyna się ich burzliwy rozwój osiągający w czerwcowym szczycie 80 tysięcy osobników w jednej rodzinie pszczelej /w jednym ulu/. To wprost nie do wiary, ale jeśli w lutym lub marcu pojawią się cieplejsze dni i temperatury powyżej 10 stopni C, wtedy pracowite pszczółki rozpoczynają zbieranie pyłku z kwitnącej właśnie leszczyny, a niedługo potem pyłku z kwitnących wierzb. Niczym bombowce ciężko obładowane jego kolorowymi kulkami „zapakowanymi” w umieszczonych na obnóżach „koszyczkach”, zmagając się często z silnym wiatrem, z trudem podchodzą do lądowania przed wylotkami uli. Dobrze przygotowane na zimę przez pszczelarza, posiadają jeszcze odpowiednie zapasy pokarmu, ale na ogół brakuje im pyłku kwiatowego. Do czego on służy? Otóż do prozaicznej czynności, a mianowicie do karmienia młodych larw pszczelich, czyli potomstwa pszczół. I tu kłania się ogromna wiedza o pszczołach którą pszczelarze posiedli najwięcej w dwudziestym wieku. Pszczoły towarzyszą ludziom praktycznie od zarania dziejów, ale wiedza o ich biologii była bardzo ograniczona. Bartnicy i pasiecznicy posiadający umiejętność „chodzenia koło pszczół” jednak zawsze cieszyli się powszechnym szacunkiem i darzeni byli wielką estymą w lokalnych społeczeństwach tworząc ich elitę. Posiadali status osób godnych absolutnego zaufania, a w średniowiecznych surowych sądach jako jedyna „grupa zawodowa”, zwolnieni byli z przysięgi na krzyż. Pozycji społecznej pszczelarzy /będę używać dalej tej formy/ sprzyjało bardzo surowe Prawo Bartne które nakazywało na przykład „obwieszenie na najbliższej sośnie” tego sprawcy, który zniszczył sosnę bartną /sosnę w której dziupli gnieździł się rój pszczeli/. Wiele by o pszczołach mówić, ale chociażby w wielkim skrócie podam o nich co nieco. Pszczoły nie są w stanie funkcjonować w pojedynkę. Podstawową „komórką społeczną” jest rodzina pszczela składająca się z trzech postaci osobniczych: pszczół robotnic, trutni i matki – pszczelej królowej. Matka pszczela – królowa, składa do 2000 jajeczek w ciągu doby co często przekracza masę jej ciała. Otoczona jest świtą -dworem składającą się z młodych pszczół których zadaniem jest ochrona, usługiwanie, masowanie, czyszczenie i karmienie królowej. Młoda królowa w krótkich odstępach czasu, od jednego do kilku razy wylatuje na lot godowy. Ma on miejsce w godzinach południowych przy dobrej pogodzie, wtedy to instynktownie leci na rojowisko w miejsce gromadzenia się gotowych do unasienienia matek i czekających na taką okazję trutni. Nie są znane mechanizmy rozpoznawania przez nią takich miejsc. Prawdopodobnie ma to związek z polem magnetycznym ziemi albo siecią żył wodnych. Na wysokości około 100-150 metrów kopuluje z kilkoma lub kilkunastoma trutniami lecącymi za nią warkoczem co wygląda jak pszczela kometa… . Akt kopulacji dla trutnia kończy się wyrokiem śmierci, ponieważ wynicowanie się jego narządu kopulacyjnego zrywa mu system nerwowy. Jeśli królowa napełni swój zbiorniczek nasienny wystarczającą ilością nasienia trutni, to już więcej na lot godowy nie wylatuje. Pszczelarze obserwujący powrót matki z lotu godowego zauważają często w jej odwłoku tzw. „znamię weselne’ czyli narząd kopulacyjny ostatniego trutnia. „Znamię” to jest usuwane niezwłocznie przez świtę matki. Po kilku dniach królowa przystępuje do składania jajeczek w specjalnych woskowych miseczkach. Do najmniejszych składa jajo które sama „zapładnia” zgromadzonym w czasie lotu godowego nasieniem. Z takiego jajeczka wylęgnie się pszczoła robotnica i będzie żyć około sześciu tygodni, a w czasie intensywnego zbioru nektaru jeszcze krócej… . Do większych miseczek królowa składa jajo którego nie zapładnia i wylęgnie się z niego truteń który pożyje najwyżej do końca lata. Z zapłodnionego przez matkę jaja złożonego do specjalnego kokonu wygryzie się młoda królowa. I tu można zadać pytanie: do najmniejszej i największej „miseczki” matka składa zapłodnione jaja. To dlaczego z najmniejszej wygryzie się /wylęgnie/ pszczoła robotnica, a z największej królowa? Otóż tajemnica tkwi w sposobie karmienia larw. Przez pierwsze trzy dni larwy kandydatek na pszczoły robotnice i królowe, karmione są jednakowo mleczkiem pszczelim. Po trzech dniach kandydatki na pszczoły robotnice przechodzą na karmienie chlebem pszczelim czyli pierzgą która jest mieszaniną miodu i pyłku kwiatowego, a kandydatki na królowe, w dalszym ciągu karmione są mleczkiem pszczelim co powoduje u nich rozwój rurek jajnikowych i kilkakrotnie większą od robotnic masę ciała. Jeśli jednocześnie /w ciągu kliku godzin/ wygryzie się kilka królowych – młodych matek, rozpoczyna się wśród nich „walka o przywództwo”. Bardzo wyraźnie wtedy słychać absolutnie unikalny i niepowtarzalny, podobny do kwakania „śpiew matek” – głos który wydają młode królowe. Jest to misterium w którym przyszło uczestniczyć zaprawdę niewielu pszczelarzom. Zaobserwowanie tego zjawiska wymaga od pszczelarza absolutnego profesjonalizmu, wtopienia się w życie rodziny pszczelej, stworzenia sytuacji w której pomimo rozebrania ula i wyjęcia z niego dowolnej ramki, pszczoły nie reagują na jego obecność, traktując go nieomal jak członka rodziny…. . Jest to najwyższy stopień „zaufania” u pszczół który pszczelarz może osiągnąć. Wielokrotnie wstrzymując oddech, trzymałem w rękach miodową ramkę po której biegały śpiewające matki. Z biciem serca przyglądałem się powtarzanemu od wieków misterium przyrody, kiedy to najsilniejsza z królowych podbiegała do innej i krótkim wbiciem żądła pozbawiała ją życia…. . Ten złowieszczy śpiew i bieganie po plastrach kończyło się zawsze z chwilą zażądlenia ostatniej konkurentki… . Królowa pszczół w odróżnieniu od robotnic i trutni może żyć dość długo bo do pięciu lat, jednak najbardziej produktywna jest w pierwszym i drugim roku życia. Później znosi coraz mniej jajeczek, a jeśli ich ilość zagraża bytowi rodziny pszczelej, pszczoły dokonują jej wymiany. Reguły życia rodziny pszczelej są proste, ale często jakże surowe i dla ludzi niezrozumiałe. Innym przypadkiem „nieludzkiego” obchodzenia się ze swoimi ziomkami, jest wyrzucanie młodego czerwiu przy braku pożytku, wtedy kiedy pszczoły nie mają czym karmić swoich dzieci… . Jeszcze innym jest bezwzględne wyrzucanie z ula trutni które „spełniły już swoją powinność” i w końcówce lata są zwykłymi darmozjadami /trutnie nie zbierają nektaru/. Kilka pszczół strażniczek bierze takiego wielokrotnie większego od siebie delikwenta za przysłowiową czuprynę i wywleka go siłą z ula. Biedaczyna zapiera się „rękami i nogami” bo dobrze wie, że to dla niego śmierć głodowa, ale strażniczki czynią swoją powinność… . Jeśli jednak nie dadzą rady, to zapędzają go do narożnika ula i tam całą grupę jemu podobnych pilnują aby więcej miodu nie podjadały… . Warto też wiedzieć, że tak jak przy rozpoznawaniu samolotów w systemie swój – obcy, pszczoły też mają swój system rozpoznawania przynależności do rodziny. Podstawą tego systemu jest feromon /zapach/ mateczny wydzielany przez królową – matkę. Pszczoły w procesie przerabiania i odparowywania nektaru, a także karmienia matki czyli wymieniania pokarmu, przenikają charakterystycznym dla niej feromonem który jest dla nich znakiem rozpoznawczym. Posiadają też swój system porozumiewania się za pomocą dźwięków i specyficznego tańca, w którym na przykład pokazują innym robotnicom gdzie pojawiło się nowe źródło pyłku, nektaru czy spadzi No cóż, to tylko mikroskopijna i z pewnością niewystarczająca wiedza o pszczołach, ale mam nadzieję, że zainteresowałem Państwa ich życiem i problemami. Na zakończenie dodam, że istnieją dwa rodzaje miodu: nektarowy i spadziowy. Nektarowy, to miód pochodzący z nektaru wszystkich kwitnących miododajnych roślin takich chociażby jak; rzepak, sady, akacja, lipa, gryka, koniczyna, polne kwiaty, a nawet oset. Warto też wiedzieć, że pszczoły zbierają również nektar z maków, ale wtedy dzieje się coś dziwnego… . Otóż jak wszyscy wiemy, maki mają własności narkotyczne, co udziela się również oblatującym je pszczołom. Przejawia się to w wyjątkowej ich złośliwości i wtedy nie radzę być w pobliżu pasieki… . Miód spadziowy to z kolei wydzielina /nie odchody!/produkowana przez mszyce i czerwce żerujące na liściach chociażby lip czy dębów. Musi wtedy panować wysoka, około 30 stopniowa temperatura i duża wilgotność powietrza. Spadziuje wtedy, jak zwykł mawiać stary pszczelarz, nawet kołek w płocie…. . „Ekonomiczny” lot pszczoły nie powinien jednak przekraczać dystansu od 500 do 1500 metrów, dlatego często widzimy pasieki ustawione tuż przy łanach rzepaku czy lipowych alejach. Pszczoła poleci i na odległość 5 kilometrów, ale wylatując z ula musi zabrać miód – paliwo na przelot. Po przeleceniu takiej trasy w „zbiornikach” ma pusto, a po zebraniu nektaru udaje się w drogę powrotną i spala to co zebrała czyli zero pożytku, a nawet strata w zapasach… . Z nadzieją na obfite miodobranie w tym roku i z życzeniami spróbowania różnych rodzajów naszych wspaniałych miodów, kończę tą garść informacji o pszczołach które kocham… .

Cezary Woch

Drukuj artykuł Drukuj artykuł

Komentarz wyraża opinie wyłącznie jego autora. Redakcja portalu sycowice.net nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Skomentuj artykuł

Nasz serwis wykorzystuje pliki "cookie". W przypadku braku zgody prosimy opuœścić stronę lub zablokować możliwośœć zapisywania plików "cookie" w ustawieniach przeglądarki.